Na Wszystkich Ranach Niezabliźnionych Zespół Sztylety rozprawia się z najtrudniejszymi tematami – od tych wewnętrznych, najbardziej osobistych, jak depresja, samotność i kryzys męskości, po dotykające nas wszystkich oraz świat, w którym żyjemy – czyli polityka i postępująca gentryfikacja. Ewidentnie mają dużo do powiedzenia – dlatego poprosiłam chłopaków, żeby rozłożyli na czynniki pierwsze utwory, które zgromadzili na swoim trzecim albumie [który możecie kupić via Peleton Records].
Pokemony Goldy
Szymon Szelewa (wokal): Ten tekst opisuje moją skomplikowaną relację z nostalgią. Kiedy pisałem jego pierwszą wersję, gdzieś w okolicach 2023 roku, byłem głęboko przekonany, że nostalgia to scam. Dlaczego? Po pierwsze, korporacje bez przerwy wciskały nam produkty odwołujące się do przeszłości: prequele filmów, klasyczne opakowania, powroty starych franczyz. Wszystko krzyczało: PAMIĘTASZ MNIE? Po drugie — miałem dość surowe przekonanie, że ludzie masowo uciekają w lepsze czasy zamiast żyć tu i teraz. Łączyło się to z moją lekką antypatią do bycia dzieckiem (bo bycie dorosłym jest po prostu tysiąc razy lepsze) i wewnętrzną przekorą, która czasem każe mi stawać w opozycji do wszystkiego. Z czasem jednak ten pancerz zaczął pękać. Czytałem dużo o nostalgii, szukając potwierdzenia swoich tez, ale zamiast tego odkryłem, jak pozytywnie wpływa na nasz mózg, poczucie sensu i ogólne funkcjonowanie. Wróciłem więc do tekstu i zamiast dissować nostalgię wszedłem z nią w dialog. Tekst idealnie wpasował się w kompozycję Łukasza, która, swoją drogą, była pierwszym utworem na płycie.
Łukasz Orzeszko (gitara): Jak uczyłem się tworzyć swoje rzeczy na gitarze, ogarnąłem, że to, co przynosi mi największą satysfakcję, to zasada: im prościej, tym lepiej. Ten riff jest lekkim hołdem dla tych chwalebnych czasów. W związku z tym bardzo się ucieszyłem, kiedy kolegom spodobała się koncepcja kawałka na jednym riffie.
Niedoczas
Szymon Szelewa: Ta kompozycja powstała w dość absurdalnych okolicznościach. Łukasz, mieszkający wtedy jeszcze w Warszawie, przyjechał do nas na trzy dni intensywnego grania. Drugiego dnia, jadąc na próbę, wpadłem w poślizg i rozwaliłem auto. Kiedy czekałem na lawetę, chłopaki napisali razem pięć numerów (które później zostały złożone w trzy inne). Gdy podesłali mi materiał, byłem zwyczajnie zazdrosny — oni tworzyli i dobrze się bawili, a ja rozmawiałem o wypadkach z kierowcą lawety. Wredne małpy. Szybko im wybaczyłem, bo Niedoczas od razu skradł moje serce. Ciekawostka: tekst pierwotnie miał mieć trzy zwrotki – druga, którą wyciąłem, opowiadała o szukaniu najlepszego kebaba w mieście. I to właśnie pod jednym z najlepszych kebabów w Gdańsku ten tekst powstał.
Maciej Szewczyk (gitara): Jak dowiedzieliśmy się, że Szymona nie będzie na próbie, Łukasz zaproponował, że spróbujemy napisać krótką EPkę, z którą może kiedyś nagramy i o niej zapomnimy. Chwyciłem za pozostawiony przez Szymona na salce bas, bo ktoś musiał. Riff basowy do Niedoczasu był chyba pierwszą rzeczą, jaka powstała ze wspomnianych pięciu numerów.
Ciało
Szymon Szelewa: Jeden z najsmutniejszych numerów na płycie. Opowiada o wewnętrznej walce i stanie, w którym jesteśmy kompletnie rozbici, nie dbamy o siebie, nie mamy siły, nie chcemy jeść ani pić, a mimo to dalej istniejemy. Wbrew wszystkiemu światu i sobie. Czasem udaje się z tego wyjść, poskładać i stawić czoła rzeczywistości. A czasem zostaje się w tym na miesiące, a nawet lata.
Łukasz Orzeszko: Poza singlami, jeden z moich ulubionych kawałków na płycie i mam wrażenie, że może zostać przeoczony, więc zwróćcie na niego uwagę! Dzieje się w tym utworze wszystko, co sztyleciaki lubią najbardziej: balans między spokojniejszymi a gęstymi, quasi-shoegaze’owymi partiami z dreampopowym bridgem w posthardcorowym sosie (to wszystko są wymyślone słowa).
Maciej Szewczyk: Utwór w pierwszej wersji brzmiał zupełnie inaczej; z pierwowzoru został jedynie tekst. W moim osobistym rankingu dzięki zupełnemu przearanżowaniu ciało przeszło z najsłabszego punktu płyty do jednego z ciekawszych.
Mięso
Szymon Szelewa: Jeden z ostatnich napisanych numerów. Im więcej czytam o ekonomii i o systemach politycznych, tym bardziej czuję wstręt do dzisiejszego świata. Wszystko, co zbudowała ludzkość, zostało zaprojektowane tak, aby dogadzać wąskiej kaście posiadających. Ktoś musi na kogoś pracować, a ktoś zajmuje się wygodnie byciem rentierem. Nosimy buty, które zostały wyprodukowane przez ludzi pracujących w potwornych warunkach, a my, mający się za panów tego świata, nie możemy wynająć nawet fajnej chaty w mieście, bo nas na to nie stać. Wszyscy cierpimy, nie ma żadnej etycznej konsumpcji w późnym kapitalizmie a bogaci znowu podwajają swój majątek. Gra jest ustawiona.
Maciej Szewczyk: Nigdy nie sądziłem, że uda się zrobić sztyletowy numer z oktawerem.
Przegrać
Szymon Szelewa: Najważniejszy tekst na płycie. Dużo mówi się o kryzysie męskości, ale ja widzę to raczej jako jej załamanie, coś w rodzaju korekty. Kobiety, dzięki ruchom feministycznym, przeszły ogromną drogę, przemyślały swoją pozycję i zaczęły ją redefiniować. Ta zmiana wciąż trwa, ale jej skala jest imponująca.Na tym tle mężczyźni wypadają słabo. Nigdy nie przepracowaliśmy własnej męskości. Nawet ci świadomi często są uwięzieni w schematach i oczekiwaniach. Toksyczna męskość nas niszczy szczególnie w Polsce. Widać to choćby w statystykach długości życia. Jeśli nic się nie zmieni, będziemy w nieskończoność produkować pokolenia smutnych facetów, którzy zagłuszają siebie alkoholem.
Ignacy Macikowski: Perkusyjnie pierwsza połowa tego numeru to przegląd punkowych bitów. Gdy na początku ogrywaliśmy te riffy, nie byłem pewny, co będzie pasować. Próbowałem więc wszystkiego po kolei. I tak potem już zostało – innowacja zastąpiona przez różnorodność.
Nie na miejscu
Szymon Szelewa: Przez prawie trzy lata mieszkałem w Gdańsku, niedaleko ulicy Łąkowej. To miejsce, które moi rodzice pamiętają jako patologiczne, ja sam jeszcze 10 lat temu słyszałem tam strzały pistoletu. Dziś to jedna z najciekawszych części miasta – w połowie zgentryfikowana, zmieniająca się z tygodnia na tydzień. Podczas jednego ze spacerów po prostu opisałem to, co widzę. Ciekawostka: czas jest bezlitosny; zarówno szyld sklepu, jak i plama rdzy zniknęły. Baner Biedronki pewnie też niedługo odejdzie.
Łukasz Orzeszko: Bardzo podoba mi się, że przez tyle nadal trzymamy się pewnego core’u, którego ten utwór jest niezłym reprezentantem. Da radę znaleźć tu nasz muzyczny klasyk, ale tym razem z (moim zdaniem) jednym z najbardziej przebojowych refrenów. Po próbach siedział naprawdę długo w głowie, więc mam nadzieję, że słuchaczom (Wam?) też zostanie na jakiś czas.
Ignacy Macikowski: Jestem prawie pewny, że jak pierwszy raz graliśmy ten numer, to wygłupiałem się podczas refrenów. Grałem przejście za przejściem, pewnie szukając czegoś, co miałem w głowie. Jednak ku mojemu zdziwieniu kazano mi to tak zostawić. Tym razem to wokal zrobił przestrzeń dla perkusji.
Syn marnotrawny
Szymon Szelewa: Jawna inspiracja Boysyrewiczami. Mieliście kiedyś prawie 30 lat i musieliście wrócić na chwilę do rodziców? Ja tak. Po rozstaniu nie byłem w stanie dalej mieszkać w tym samym miejscu i spędziłem trzy miesiące w domu rodzinnym. To był dobry czas, ale towarzyszyło mu gorzkie uczucie, że coś poszło nie tak. Miałem pracę, perspektywy, a jednak siedziałem przy środowym grillu z rodzicami i czułem, że powinno być inaczej.
To była walka z oczekiwaniami, ze sobą.Ten numer dedykuję wszystkim, którzy muszą na chwilę wrócić. To tylko przystanek. Będzie dobrze.
Ignacy Macikowski (perkusja): Głupim trafem zdarzyła mi się podobna sytuacja niedługo po tym, jak przechodził przez nią Szymon. Spędziłem ten czas w znacznej mierze, redefiniując priorytety i cele (oraz oglądając Most Nad Sundem). Nie był to prosty okres, ale myślę, że finalnie dobrze się domknął. Z tego miejsca pozdrawiam rodziców, którzy mnie zawsze wspierają zarówno w sytuacjach tego typu, jak i w zajawie na granie muzy. Tym samym ten tekst uderza mocno za każdym razem, mimo że gdy powstawał, takiej sytuacji w moim życiu się nie spodziewałem.
Rewoler
Szymon Szelewa: Ten utwór krążył nad nami od lat. Pierwsze podejścia były jeszcze przy poprzedniej płycie, ale nigdy nie mogliśmy znaleźć dla niego miejsca. Riff napisałem pierwotnie do innego zespołu, ale uznałem, że za bardzo pachnie wczesną Nirvaną. Tekst znowu zahacza o temat byłej relacji, tym razem chodzi o zapomnienie. O przepracowanie żałoby i ruszenie dalej.
Ostrze Noża
Szymon Szelewa: Przyniosłem riff inspirowany Turnstile, a pod koniec próby wyszło z tego coś bliżej Squid. I w sumie wyszło świetnie.To najdziwniejszy numer na płycie, skupiony na fizyczności: bólu, dyskomforcie, flakach. Można powiedzieć, że to dopełnienie Ciała, tylko zamiast egzystencjalnego cierpienia mamy czysto fizyczne odczucia.
Maciej Szewczyk: Mam taki trochę love-hate relationship z Ostrzem Noża. Nie do końca z nim wajbuje. Z drugiej strony uważam, że bardzo dobrze uzupełnia całość płyty i wywołuje we mnie podobne uczucie do scrollowania r/sweatypalms, co jednak zdarza mi się robić.
Trace Zasięg
Szymon Szelewa: Tak zwana piosenka taksówkarska (pozdro dla Łukasza Brzozowskiego i jego fascynacji taksówkarskim rockiem). To bardziej rozmarzony numer – o próbie odnalezienia siebie i miłości. Odpuszczamy tu ciężar i napięcie, dajemy sobie trochę luzu. Muzycznie bywa momentami cheesy (np. moja linia basowa), ale czasem to jest dokładnie to, czego potrzeba. Praca nad tym utworem była jedną z najprzyjemniejszych.
Łukasz Orzeszko: Wydaje mi się, że ze wszystkich materiałów, które wydaliśmy, to jest najlepszy zamykacz — jadący, hehe, przed siebie bez pośpiechu, w sam raz do rozmyślania o swoich własnych niezabliźnionych ranach i w jaki sposób je wyleczyć lub chociaż przestać zwracać na nie uwagę.
Maciej Szewczyk: Tekst został napisany kilka lat temu przez Szymona do mojego post-punkowego projektu, który na dobre rozgościł się gdzieś w szufladzie. Bardzo mnie cieszy fakt, że trafił jednak na tę płytę. Cieszy mnie również, że to on zamyka płytę, bo brzmieniowo daje przestrzeń, żeby wygodnie rozsiąść się na tylnej kanapie Priusa, wracając do domu po intensywnym dniu.
Ignacy Macikowski: Chyba mój ulubiony z płyty. Zawsze mnie boli fakt, że statystycznie mało osób słucha ostatnich numerów. Duży błąd. Naprawdę dużo artystów, których słucham, zostawia przysłowiowe najlepsze na koniec. Także polecam każdemu sprawdzać właśnie te ostatnie.
