Po ośmiu latach ciszy Thom Wasluck, człowiek-orkiestra stojący za projektem Planning For Burial, wraca z nowym albumem. Ale It’s Closeness, It’s Easy to nie tylko kolejna płyta w jego dyskografii. To coś znacznie bardziej osobistego: czuła, skupiona i do bólu prawdziwa opowieść o tym, co zostaje, gdy z biegiem lat znikają iluzje, a człowiek zaczyna naprawdę przyglądać się sobie.
To wielowątkowy album. Pokazuje, jak czas powoli przecieka przez palce, jak zmienia się ktoś bliski, jak niezauważalnie pogarsza się stan psychiczny. Jest tu też cichy uścisk uzależnienia i żałoba, która nie krzyczy, tylko zapada głęboko w ciało.
— Kiedy przez lata byłeś przekonany, że autodestrukcja oznacza, że nie pożyjesz długo, a potem nagle okazuje się, że jesteś trzeźwym gościem średnim wieku… zaczynasz podsumowywać swoje życie — mówi Wasluck. — Dostrzegasz drobiazgi, które wcześniej ci umykały, bo skupiałeś się wyłącznie na sobie.
Biorąc pod uwagę stan emocjonalny Waslucka nic dziwnego, że na tę płytę musieliśmy tyle czekać. I nic dziwnego, że ta płyta powstawała dobre dwa lata. Jednak jak przyznaje artysta, nie był to długi, mozolny proces. Według jego wspomnień materiał powstał w kilku intensywnych sesjach, które bardziej przypominały jakiś rytuał (a może odprawianie egzorcyzmu?). Ale żeby to wszystko się wydarzyło, musieliśmy czekać, aż artysta zda sobie sprawę z własnej śmiertelności.
— Przez długi czas straciłem radość z nagrywania. W styczniu 2024 roku dopadł mnie chyba kryzys egzystencjalny związany z wiekiem – poczucie, że marnuję resztki czasu, które mi zostały. To był główny impuls do działania.
Miasto, które się nie zmienia – ale ty już tak
Dla Thoma powrót do rodzinnego Wilkes-Barre w Pensylwanii był początkowo trudny. W młodości to miasto kojarzyło mu się z utknięciem, z brakiem perspektyw. Ale z biegiem lat perspektywa się zmieniła. Zamiast przeklinać, nauczył się je doceniać. Impulsem do tej zmiany był z pozoru błahy pomysł: nawiązanie do hasła z merchu PG99.
— Tekst do A Flowing Field of Green powstał, gdy zobaczyłem, że kilka zespołów robi koszulki z napisem nawiązującym do utworu PG99 Richmond Is A Hole, tylko zamieniają Richmond na nazwę swojego miasta. Pomyślałem o zrobieniu czegoś takiego dla Wilkes-Barre, ale szybko doszedłem do wniosku, że nie uważam mojego rodzinnego miejsca za dziurę. Przypomniałem sobie, co w nim lubię. Jestem zmęczony ciągłym doszukiwaniem się negatywów.
Z czasem przestał patrzeć na powrót do rodzinnego miasta jak na życiową porażkę. Dziś mówi, że to był po prostu kolejny etap – taki, przez który musiał przejść, żeby móc znaleźć się tam, gdzie jest teraz. I nie żałuje, bo zyskał coś bezcennego: spokój. Równie pragmatyczna była decyzja o dołączeniu do związku zawodowego i podjęciu pracy, która dała mu stabilizację. Jak przyznaje, w tamtym momencie to była jedyna sensowna opcja – bo granie ekstremalnie niszowej muzyki po prostu niespecjalnie pozwala na godne życie.
Planning For Burial od początku wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Dla lubiących szufladki to fuzja doom metalu, ambientu i shoegaze’u. Sam Wasluck nie może zrozumieć, czemu wszyscy proszą go o to, aby zdefiniował styl muzyki, w jakim tworzy. Tak to już jest w przypadku osób, które działają na styku wielu stylów muzycznych. Nie robią tego z premedytacją, ale z intuicją.
To nigdy nie było celowe. Po prostu gram muzykę, którą sam chciałbym usłyszeć, najlepiej jak potrafię.
To wszystko wychodzi z jego obsesji na punkcie brzmień, która towarzyszy mu od dzieciństwa. Podobnie podchodzi do pisania tekstów. Nie próbuje opisywać wprost swoich przeżyć. Zamiast tego tworzy obrazy, które są jednocześnie bardzo osobiste i bardzo otwarte. Często zostawia miejsce na podwójne znaczenia – dla siebie i dla słuchacza. Bo emocje takie jak samotność czy nostalgia są wspólne, nawet jeśli każdy przeżywa je inaczej.
20 lat samotności
W 2025 roku mijają dokładnie dwie dekady od momentu, kiedy Thom rozpoczął działalność jako Planning For Burial. I przez te 20 lat nie zmieniło się jedno: wszystko robi sam. Sam komponuje, nagrywa, projektuje, gra i organizuje trasy koncertowe. I pomimo faktu, że twórczość w duchu DIY jest bardzo męcząca i wymagająca – nie zmieniłby w niej nic.
— Wszystkie koncerty i wspomnienia z nimi związane zlewają mi się w jedno. Może to dlatego, że nie mam ze sobą członków zespołu, z którymi później mógłbym to wszystko wspominać? Ale za każdym razem, gdy jestem w trasie przez kilka dni, przypominam sobie, że to jest właśnie to, co chciałem robić od dziecka. I jestem ogromnie wdzięczny, że mogę to wszystko realizować. Najbardziej dumny jestem z tego samego, czego pragnę na przyszłość – że wszystko, co zrobiłem, zrobiłem na własnych warunkach.
Biorąc pod uwagę charakter jego twórczości nic dziwnego, że ostatecznie wylądował w równie niezależnej wytwórni, The Flenser – jednocześnie zostając jej maskotką. Każdy mail labelu kończy się zdjęciem Thoma lub jego cytatem na dany dzień. Polecam, to lepsze niż co-star!
***
Planning For Burial – It’s Closeness, It’s Easy | Premiera: 30.05.2025
