Czy w ten piątek wyszła płyta roku? Krzysiek jest pewny, że tak. Ale to nie wszystko – bardzo dobrych płyt mamy aż sześć! I jeszcze całą masę singli!


black midi – Schlagenheim (21.06) // noise rock, experimental


Kilka miesięcy temu KEXP pokazało fantastycznych występ tych chłopaków, czym od razu zaskarbili sobie przydomek jednego z najlepiej zapowiadających się składów na świecie wraz z całym pakietem oczekiwań i presji jaka temu towarzyszy. Z dumą ogłaszam, że podołali. I to z nawiązką. “Schlagenheim” to noise rockowe ADHD. Co chwilę coś się tu zmienia – poszczególne motywy wchodzą nagle i jeszcze szybciej znikają a kawałki wręcz puchną od pomysłów. Jednocześnie nie jest to muzyka grana z techniczną obojętnością, choć muzykom (szczególnie perkusiście) skillsów nie brakuje. Werwy i emocji tu nie brakuje. Szczególnie w wokalu, który choć kojarzy się z przemądrzałym, wkurwiającym dzieciakiem, to jednak doskonale tu pasuje. I jasne – doskonale słychać tu wpływy Pere Ubu czy The Fall, ale black midi podają to jednak tak, jak na 2019 rok przystało i o ślepym kopiowaniu nie ma mowy. Jak dla mnie – przynajmniej do teraz – jest to płyta roku. (k)


Car Seat Headrest – Commit Yourself Completely (17.06) // indie rock


“Commit Yourself Completely” to pierwszy album live z prawdziwego zdarzenia w dorobku Car Seat Headrest. Składają się na niego wycinki z różnych koncertów zagranych w ramach ubiegłorocznej trasy koncertowej. Tak się składa, że nawet na jednym z nich byłem (choć akurat nic z niego nie trafiło ostatecznie na album). Pamiętam, że stałem w pierwszym rzędzie, darłem ryja, bawiłem się znakomicie i miałem autentyczne poczucie udziału w koncercie najważniejszego indie zespołu mojego pokolenia. Z drugiej strony denerwowała mnie jedna rzecz – bezsensownie powiększony do siedmiu osób skład. Tym bardziej, że te trzy dodatkowe osoby to zespół Naked Giants, za którym – delikatnie ujmując – nie przepadam. No, ale właśnie – te “wady” to trochę klucz do sukcesu tej płyty. Przede wszystkim dlatego, że wymusiły totalne przearanżowanie kawałków. Takie “Cosmic Hero” czy “Drunk Drivers/Killer Whales” wiele na tym zyskały, ale z kolei “Fill In The Blank” w wesołej wersji brzmi groteskowo i stanowi tutaj raczej ciężką do przełknięcia ciekawostkę. Niemniej – tym jest właśnie ta płyta – kolejnym sposobem na pokazanie, że kawałki pisane przez Willa Toledo to coś więcej i można zagrać je na wiele różnych sposobów. Trochę tak, jak nagrana od nowa “Twin Fantasy”. Podoba mi się też, że nie wybrano na nią “najlepiej” zagranych kawałków. Zamiast tego postawiono na słowo “najciekawiej”. Wobec tego słychać tu dużo pomyłek (np. na początku “Cute Thing”), ale dzięki temu oddano klimat koncertu, który trudno uchwycić na płytach live. Na RYMie, ktoś określił ten album “rundą honorową po bardzo udanym okresie w twórczości CSH”. Zgadzam się i polecam z całego serca. Liczę, że w końcu będzie nam dane zobaczyć ten skład w Polsce. I wtedy widzimy się w pierwszym rzędzie. (k)

PS. Jak ktoś jeszcze nie jest przekonany to znajduje się tu też bardzo ładny cover “Ivy” Franka Oceana. Nigdzie indziej tego nie usłyszycie 😉


Mannequin Pussy – Patience (21.06) // power pop, noise rock


Mannequin Pussy zaczynali od łączenia noise rocka z hardcorem. Na drugiej płycie mieli kilka momentów, w których dołożyli trochę indie rocka. Na trzecim – “Patience” – można ich określić, jako pełnoprawny zespół power popowy z elementami czerpiącymi z całego punkowego spektrum. I muszę powiedzieć, że to przebiegunowanie wyszło im na dobre. Te bardziej hałaśliwe momenty mają postać kilku krótkich piosenek (“Cream”, “Clams”, “F.U.C.A.W.”) i są naprawdę świetne, ale prawdziwa moc drzemie w tych spokojniejszych kawałkach, a nawet – UWAGA – balladach (“High Horse”, “In Love Again”). Niby są to kawałki napisane zgodnie z obowiązującymi trendami, ale właśnie ten punkowy pierwiastek sprawia, że Mannequin Pussy brzmią w tym power popie inaczej niż wszyscy. Liczę na to, że będzie teraz już o nich naprawdę – nomen omen – głośno. (k)


The St Pierre Snake Invasion – Caprice Enchanté (17.06) // post-hardcore


The St Pierre Snake Invasion to zespół z prawie dziesięcioletnią tradycją, ale tak naprawdę wypływający dopiero teraz – trochę na fali znajomości z IDLES, trochę jednak z tego powodu, że przez cały ten czas raczej nie wydawali za dużo materiału. W końcu “Caprice Enchanté” to dopiero ich drugi album. Jest to trochę takie muzeum post-hardcore’u (w dobrym tego słowa znaczeniu) – w zasadzie każdy kawałek to hołd dla grania sprzed 10 czy nawet 20 lat. Czasami jest wręcz sludge’owo, czasami pobrzmiewają echa Pantery z czasów “The Great Southern Trendkill”, a czasami – jak w “Casanovocaine” jest lżej i bardziej przebojowo. Bardzo fajnie, choć trochę rzemieślniczo skrojona płyta, która może stanowić dobre wejście do gatunku, aczkolwiek i już z nim osłuchani znajdą tu coś dla siebie. No i dodatkowy plus za sam początek – krzyk rozpoczynający się dosłownie tysięczną sekundy po kliknięciu “Play” to zdecydowanie mój ulubiony sposób na rozpoczęcie albumu. (k)


Titus Andronicus – An Obelisk (21.06) // punk rock


Bruce Springsteen dla młodych? Tak. Dropkick Murphys dla hipsterów? Pewnie też się zgadza. Patrick Stickles – lider Titus Andronicus lawiruje między tymi estetykami od 2008 roku. Po zeszłorocznym “A Productive Cough” – płycie najbliższej twórczości “Bossa” i chyba najspokojniejszej z całego dorobku grupy, przyszedł zatem czas na odbicie w kierunku, który do tej pory przyniósł najwięcej sławy Titusowi (“The Monitor” z 2010 roku) – czyli po prostu stadionowej wersji punku. Mamy więc charczący wokal lidera opowiadający o współczesnych problemach – walce ze swoim ciałem, społeczeństwie, itp. i głównie szybkie tempa. Nie jest to jednak muzyka surowa (choć np. wokal utrzymany jest w takim stylu) – słychać całą plejadę instrumentów, która stoi za liderem – ani pozbawiona fajnych melodii. Miła płyta. Posłuchałbym na jakimś koncercie na otwartym powietrzu. (k)


Beak> – Life Goes On (21.06) // krautrock


Co tu dużo mówić – Beak> (przeczytaj nasz wywiad tutaj) są dzisiaj królami krautrocka, tak jak szczupak jest królem wód. I w trzech kawałkach tej wydanej niespodziewanie EPki to totalnie udowadniają. Nic mniej, nic więcej – no może kilka motywów Geoffa Barrowa, które są ewidentnym puszczeniem oka do fanów Portishead. Płytkę uzupełnia minimalistyczna wersja ich “Alle’ Sauvage” w wykonaniu Mario Batkovica. Warto poświęcić te 16 minut. A nawet więcej. (k)


Single / Teledyski / Inne:


RED FANG – Antidote // stoner rock

Swain – Negative Space // alternative rock

Frankie Cosmos – Windows // indie pop

 Mini Mansions – I’m In Love // indie pop, synthpop

Alex Cameron – Divorce // synthpop, new wave

Chelsea Wolfe – The Mother Road // gothic rock, darkwave

The Regrettes – I Dare You // garage rock, power pop

Metronomy – Salted Caramel Ice Cream // synthpop, alternative rock

 The Garden – Thy Mission (feat. Mac DeMarco) // experimental rock, art punk

Sheer Mag – Blood From a Stone // garage rock, power pop

!!! – Serbia Drums // dance-punk

Steep Leans – Traphouse // indie rock


Jesteśmy na Spotify:



Jeżeli podobają się Wam treści, jakie prezentujemy i chcecie nas wesprzeć, możecie odwiedzić nasz profil na Patronite:

 

Podaj dalej!