3 250 000 000 – to przybliżona liczba wyników po wpisaniu do wyszukiwarki Google’a frazy ‘digital data’. Pośród statystyk, zdjęć oraz wideo, gdzieś tam, kryje się osoba odpowiedzialna za jeden z najciekawszych debiutów tego roku na polskiej scenie elektronicznej, autor albumu Plural Shiny Skies, a także twórca wizualny oraz kompozytor teatralny.
Muzyki Digital Data słucha się istotnie, jakby była dźwiękową odpowiedzią na zmiany algorytmu. Artysta płynnie przechodzi pomiędzy brzmieniami millenijnego trance’u i okołowitchhouse’owego rapu w stylu Salema, by następnie zaskoczyć późnośredniowiecznym/wczesnorenesansowym klawesynem. Gatunkowa binarność ulega stałemu rozpadowi, kulturowe kody przepoczwarzają się i mutują w nowe.
Digital Data to zresztą osoba, która nie znosi przeszłości. Rozmawiając z nim, nietrudno zrozumieć pochodzenie pseudonimu — kwestia tożsamości twórczej cały czas pozostaje niedoprecyzowana, lawirując pomiędzy teraźniejszą inkarnacją a przyszłymi wcieleniami. Być może dlatego, spotkamy się w formie tymczasowych avatarów, na czacie internetowym i zgodnie z twórczością artysty, gadamy o tym, jak tworzy się sztukę z grozy i słodyczy cyfrowego chaosu.
Jak byś określił brzmienie Digital Data?
Pełne kontrastów — brudu i cyfrowych zniekształceń. Zawsze lubiłem jak sztuka miała w sobie elementy turpizmu, w moich dźwiekach, w mniejszym lub wiekszym stopniu, groza kontrastowana jest słodyczą.
Jakbyś miał się przenieść do świata z wybranych dzieł popkultury, do jakiego świata byś się przeniósł?
Myślę, że to by była hybryda światów — z jednej strony, duże wrażenie na mnie jako nastolatku zrobił dokument Scratch z 2001 r. Był to film o milenijnym Nowym Jorku i tamtejszych DJ-ach, super byłoby się tam przenieść, do tego czasu, do tego miejsca.Z drugiej strony, dużo oglądam teraz filmików z Korei Południowej o tym, jak wygląda tam życie. Podobają mi się tam takie drobne rzeczy – design, architektura, nawet K-Pop jako muzyka.
Dużo scrollujesz?
Staram się robić przerwy od scrollowania i w ogóle od internetu. Coraz łatwiej mi się przebodźcować i wejść w gonitwę myśli. Z tego powodu chyba można odnieść wrażenie, że niektóre moje utwory składają się z kilku różnych części posklejanych ze sobą.
A co najczęściej scrollujesz?
Oczywiście Instagram. Nie wiem nawet czasami za dużo o artystach, których prace lajkuje. Lubię się zatrzymać na chwilę i po prostu je poczuć.
Ty też pracowałeś jako grafik. Twoje prace wizualne towarzyszą zresztą muzyce. Co było pierwsze w twoim życiu: grafika czy muzyka?
Jak tak sięgnąć do prapoczątków, to gdy miałem kilkanaście lat, kolega przyniósł mi program do robienia muzyki Magic Music Maker i tworzenie jej zajmowało mnie przez kilka lat w gimnazjum i liceum. Potem nastąpiła wieloletnia przerwa. Po jakimś czasie zająłem się grafiką i postanowiłem ją publikować w sieci dla własnej satysfakcji. Kiedy zaś wróciłem do muzyki, naturalnym było dla mnie, że połączę ją z grafiką.
To ciekawe, bo odnoszę wrażenie, że twoja muzyka jest bardzo ilustracyjna. Obecnie pracujesz także jako kompozytor teatralny. Jak twórczość jako Digital Data wpływa na Twoje kompozycje do sztuk i performance’ów?
Miło, że ją tak odbierasz. Chyba zawsze myślałem obrazem, robiąc muzykę, bo to pozwala mi dojść do emocji, które chcę wywołać i rzeczywiście może być bardzo pomocne przy tworzeniu kompozycji teatralnych.
A jak wizualizowałeś sobie swój pierwszy album – Plural Shiny Skies?
Jako rodzaj instalacji okołoambientalnej, słuchowiska. Część utworów powstała po sobie, więc organicznie się ze sobą łączyły.
Ale część jest z zupełnie innej bajki, jak np. klawesynowy Amplitude Gothic i witchhouseowe Entropy, a ustawione są na albumie tuż obok siebie.
Ten album to w ogóle amplituda emocji, dla mnie bardzo terapeutyczna. To płyta o odgonieniu ciemnych myśli, o patrzeniu w niebo. W przypadku Amplitude Gothic inspiracją były obrazy z gier wideo – obrazy nieskończonej zieleni, elfów i gotyckich budowli. Entropy powstało bardzo dawno temu, tak, że nie potrafię sobie przypomnieć co za tym utworem stało. Jednak kiedy składałem album, magicznie trafiłem na ten utwór na dysku i totalnie poczułem, że pasuje, że musi być częścią tej układanki.
Ciekawe, że piszesz o grach wideo, bo w twoich pracach wizualnych jest dużo humanoidów – cyfrowych hybryd ludzi z innymi stworzeniami. Byłeś lub jesteś gamerem?
Właśnie zupełnie nie! Ostatni raz grałem jako dziecko, ale moje pierwsze inspiracje wizualne pochodzą z animacji komputerowej – Toy Story. To był taki pierwszy film, po którego obejrzeniu w dzieciństwie zakiełkowało we mnie marzenie, że mógłbym być animatorem. Dzięki niemu mocno się wkręciłem w replikowanie postaci z bajek, a następnie wymyślanie własnych. Z czasem z tego marzenia wyrosły moje grafiki.
Twoja estetyka wydaje się być bardzo na czasie z obecnymi trendami wśród młodszych pokoleń. Wiesz, może w jaki sposób na nią reagują?
Tak, mam dużo znajomych z pokolenia Z i dostawałem mega pozytywny feedback od nich. Sam czuje się mentalnie młodą osobą, słucham takiej muzyki, taką robię.
Ostatnie pytanie – jakie są twoje plany na przyszłość Digital Data?
Planuję wydać nową płytę jeszcze w tym roku. Tym razem jednak, okładkę będzie robił ktoś inny – jestem bardzo ciekaw takiej współpracy.
W takim razie czekam na nowe wydawnictwo. Dzięki za rozmowę.
Sprawdź nasze inne wywiady – tutaj!




