Tego artystę określić można wieloma przymiotnikami. Jego oryginalność i bezkompromisowość widać zresztą na pierwszy rzut oka. W trakcie naszej rozmowy okazał się on również bardzo miłym, inteligentnym i rodzinnym człowiekiem.

O kolaboracjach z duchami, Booty Metalu i mocy Boskiej Papai opowiedział nam Otto von Schirach przed warszawskim koncertem w klubie Pogłos. Wywiad z istotą narodzoną w Trójkącie Bermudzkim nie miał prawa być normalny.

[YOU CAN READ THIS INTERVIEW IN ENGLISH]

Witamy znów na Planecie Polska!
Cieszę się, że znów tu jestem. Ostatni raz był naprawdę ekstra i totalnie się nawaliłem. Tym razem jest inaczej, bo jestem trzeźwy. Trzymam się już prawie rok i przyznam, że jest ciężko, ale czuję, że idzie to wszystko ku lepszemu. Inaczej odbieram wszystko, co mnie otacza.

Jak idzie europejska trasa? Czy ludzie przywitali twoją niepokorną, latynoską duszę serdecznie?
Jak na razie jest fantastycznie! Koncerty się wyprzedają i ludzie bawią się wybornie. Każdy, kto się pojawi, czuje niesamowitą łaskę mogąc zostać oczyszczonym przez Wszechmogący Bass, Latynoski Bass, Bass Trójkąta Bermudzkiego i Bass Obcych. Wszystkie moce Bassu zbierają się w jednym miejscu, by stworzyć istne przeciążenie w systemie.



Na tej trasie promujesz swoje ostatnie dzieło – „Draculo”. EPka z zeszłego roku to jak zawsze przezabawna i dziwaczna produkcja, ale i w pewien sposób spójna jak na ciebie płyta. Czy fakt, że ostatni longplay wydałeś już ponad 7 lat temu wskazuje, że tak teraz będziesz wydawać muzykę – poprzez EPki i single?
Tak naprawdę mam nagromadzone tysiące piosenek. To, co wychodzi jako single, to decyzja wytwórni. Piosenki, które wybierają to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. Codziennie budzę się i coś tworzę, nieważne co to jest – noise, bass, breakcore, hip-hop, trap, dubstep, no way. Tak naprawdę wszystko co brzmi kosmicznie i dziwnie. Co do wydawania longplayów, to w tym momencie pracuję nad trzema. Jeden z nich to Booty Metal, inny…

Czym jest Booty Metal?
Booty Metal to Booty Metal [przypis. ‘dupcia metal’]. Dokładnie można to wywnioskować z nazwy. Wydam to prawdopodobnie w przyszłym roku. Kolejną z nadchodzących płyt będzie projekt glitch-dubstepowy, a potem rytmy electro z Miami. Dokładnie nie powiem kiedy co wyjdzie, bo zależy to od wielu czynników. Jednak album Booty Metal nadchodzi i będzie epicki. Usłyszycie coś z tego materiału dzisiaj, a cały set jest naprawdę mocny. Będzie trochę nowych rzeczy, choć tak naprawdę nowych tylko dla ludzi. Na ‘Draculo’ jest sporo rzeczy które nagrałem wiele lat temu. Muzyka jest  ponadczasowa i lubię pracować na materiale, który wcześniej wydawał mi się do niczego nie pasujący. Mija 10 lat, a te pomysły nagle stają się idealne do tego co chce stworzyć.

Z najświeższych rzeczy to ostatnio nagrałem singiel z członkiem legendarnego hip-hopowego składu 2 Live Crew – Brotherem Marquis. Jest to totalnie wykręcony kawałek i chce go wydać jak najszybciej. Kilka tzw. ‘bezpiecznych kawałków’ czyli takich, które wytwórnie chcą wydawać jako single czeka na publikację. No i wspomniany już Booty Metal, to dość świeża rzecz, którą strasznie się ekscytuję i  którą chce poważnie promować. W niektórych kawałkach będzie żywa gitara, w innych będzie się wydawać, że jest. Ogólnie będzie to jatka, chce żebyście tego słuchali i mówili ‘kurwa, ale to jest ciężkie’. To nowa jakoś metalu, to Booty Metal.

Czy nie zdarza ci się, że przychodzisz z materiałem do wytwórni, a oni stwierdzają, że nie rozumieją twojej wizji i odmawiają wydania albumu?
To się zdarza, ale od dawna związany jestem z wytwórniami, które wiedzą o co mi chodzi i czego mogą się po mnie spodziewać. Bywa tak, że proszą o coś bardziej nadającego się na singiel. 

Muszę spytać cię o papaję, która jest częstym rekwizytem w twoich teledyskach, na koncertach, a nawet na twoim Instagramie. Czemu akurat ten owoc jest ci tak bliski?
PAPAJITAAAAA! No więc kubańczycy mówią na papaję tak samo jak na żeński organ płciowy. Kiedy rozkroisz ją na pół dokładnie będziesz wiedzieć dlaczego.  Papaja jest więc jednocześnie smacznym i zdrowym owocem, jak i symbolem życia. Samo słowo jest więc bardzo mocne w znaczeniu, jak ‘matka’. To prawdziwe błogosławieństwo móc uprawiać w Miami swoje własne ‘drzewka życia’, tak jak ja to robię w ogródku za domem.



Ostatni raz, gdy grałeś w Warszawie pewna para poprosiła cię abyś dał im ślub i pobłogosławił papają. Czy często takie sytuacje mają miejsce na koncertach? 
Przytrafia się to raz na jakiś czas. Nie jest to stały punkt występu, ale błogosławiłem już wielu ludzi z takich okazji jak śluby czy ukończenie szkoły. Każda okazja jest idealna, aby odbyć ceremonię i oczyścić się poprzez papaję i moc Trójkąta Bermudzkiego.

W swojej karierze współpracowałeś z wieloma świetnymi artystami z bardzo różnych światów. Które z kolaboracji  uważasz zna najbardziej ciekawe albo najdziwniejsze?
Myślę, że jako jedną z nich muszę wymienić współpracę z BlowFly. Głównie ze względu na fakt, że mam u siebie całą naszą niewydaną płytę, a on nie żyje. Strasznie dziwne uczucie. Podobnie współpraca z Thomasem ‘Quebrusem’, genialnym artystą z Francji – mamy wspólną niewydaną EPkę, a on niedawno zmarł. To wydawnictwo ma niebawem ujrzeć światło dzienne w najbliższych miesiącach. Zarówno w przypadku płyty z BlowFly’em jak i Quebrusem musiałem niektóre elementy dokończyć sam i to niespotykane uczucie. Czułem momentami jak ich duchy nawiedzają mnie i pomagają ukończyć nasze wspólne dzieło. Współpraca z kimś z zaświatów to najdziwniejszy proces twórczy jaki można sobie wyobrazić. To wszystko przytłoczyło mnie szczególnie jak pracowałem nad ostatnim kawałkiem z EPki. Thomas wysłał mi swoją część utworu tuż przed śmiercią. Jego wytwórnia bardzo chce to wypuścić jako pożegnanie, a całą kasę przekazać rodzinie, dzieciom które osierocił.

Te historie są przykre i niezwyczajne, ale jak zastanowię się chwilę to każda moja współpraca nie jest normalna. Płyta z Venetian Snares jest od dawna gotowa, 10 kawałków i żaden nigdy nie został wydany. Nic z tego nie rozumiem. Mam wrażenie, że to przerodziło się w żart czy wyzwanie – jak długo wytrzymamy nie publikując tego? Wiele razy prosiłem, żebyśmy w końcu to wydali, ale nic się nie dzieje…
Tak więc jedna z płyt jest zawieszona nie z mojej winy, EP z Quebrusem niebawem wyjdzie, z BlowFly czuję, że musi nadejść odpowiedni moment, żebym mógł to skończyć i wydać. Mam jeszcze krążek z Doormousem z którego kilka singli już wyszło, więc prawdopodobne jest, że tak wydamy cały materiał. To co stworzyliśmy z Venetian Snares jest serio chore i nieziemskie, bardzo liczę na to, że kiedyś to usłyszycie.




Ilość kolaboracji w których bierzesz udział jest imponująca, od samego początku twojej kariery. Supportowałeś legendę gotyku – Skinny Puppy, którzy zaprosili cię później do współtworzenia dwóch płyt. Jak do tego doszło?
Fajnie,  że o tym wspomniałeś, bo akurat pomiędzy innymi projektami pracuję nad płytą z cEvinem Key ze Skinny Puppy. Jesteśmy mniej więcej w połowie drogi i czuję, że to będzie coś niebywałego. Trasa ze Skinny Puppy to zamierzchłe dzieje – pierwszy raz grałem przed nimi ponad 15 lat temu, a doszło do tego ponieważ znam się z cEvinem od bardzo dawna. Jest on genialnym współpracownikiem i muzykiem –  ciągle poszukującym perfekcji i łamiącym bariery, niczym władca dźwięków. Uwielbiam go. Zaprosił mnie do studia ze Skinny Puppy, abym stworzył parę dźwięków na płyty ‘Mythmaker’ i ‘Greater Wrong of the Right’. Była to niesłychana przygoda. Moim zadaniem jako supportu na wspólnych trasach było zdezorientowanie ich fanów. Chcieli, aby mój występ był jak młot, który rozbije sztywną ścianę gotyku pod sceną. Odwalałem na scenie dziwną, brudną robotę, ale przysporzyło mi to na serio wielu fanów. Większość ludzi podchodziła do mnie po koncercie z wielkimi oczami pytała ‘Kim ty, kurwa, jesteś?’, po czym wykupowali cały merch. Na ostatniej wspólnej trasie czułem się już jak bóg black metalu – praktycznie przez całe występy wydzierałem się wniebogłosy do przesterowanej elektroniki, a ludzie to kochali.

Może czas na kolejną wspólna trasę, gdzie zaprezentujesz ich fanom Booty Metal?
Och, to by było coś! Na pewno ruszę w trasę z materiałem z Booty Metal – chcę, aby oprócz mnie na scenie była dziewczyna i koleś z wielkimi tyłkami, którymi będą non stop nimi kręcić do elektronicznej sieczki.

Kiedy ostatni raz występowałeś w Warszawie razem z tobą na scenie był twój kompan – pan Dinozaur. Czy wolisz występować sam czy w towarzystwie?
Lubię i to i to, ale kiedy są ze mną na scenie przyjaciele to wydziela się od razu fantastyczna energia. Ange, czyli Pan Dinozaur, pochodzi z Brukseli i był ze mną też i na tej trasie, jednak nie mógł być dziś w Warszawie. Przydałby się tu dziś, ale z drugiej strony mam wrażenie, że gdy gram sam i cała uwaga skupiona jest na mnie, to bardziej się staram i daje z siebie 200%. Dziś na pewno chcę się wytańczyć, więc na to możecie liczyć.

Ostatnio w Warszawie grał legendarny Scooter, a ty parę lat temu stworzyłeś wraz z Modeselektorem własną wersje ich pierwszego hitu ‘Hyper Hyper’. Czy jesteś ich fanem i czy są oni tak samo popularni za oceanem jak w Europie?
Kocham ich! Jednak w latach 90, to co rządziło w Europie zupełnie nie istniało w Stanach. Nielicznie ludzie w ogóle wiedzieli o ich istnieniu. Dla mnie to perfekcyjna, śmieszna, wręcz cukierkowa muzyka rave [zaczyna śpiewać ‘I’m Raving’]. Genialne słyszeć, że moda na nich wciąż trwa.

Wiem już bardzo dużo na temat twoich planów, dziwnych doświadczeń i marzeń. Jednak wciąż nie jestem pewien kim jesteś. Masz krew kubańską, niemiecką i indiańską; urodziłeś się w 3. punkcie Trójkąta Bermudzkiego, podbiłeś kosmos i cofnąłeś się do czasów dinozaurów. Czy w ogóle jesteś człowiekiem?
[złowieszczy śmiech] Dobre pytanie! Zostałem powołany do życia Trójkącie Bermudzkim w wyniku praktyk czarnej magii. Choć rzeczywiście krwawię, to niewielu wie, jakiego koloru jest moja krew. Moi rodzice byli kubańczykami , ale z dwóch różnych rejonów – rodowitych kubańczyków oraz Indian. Mój dziadek za to był Niemcem. To wszystko złożyło się na dość wybuchową mieszankę – mnie.





Poza byciem nietypowym muzykiem oraz istotą zrodzoną z mistycznych mocy kosmosu, jesteś również ojcem. Czy twój syn również wychowany jest w kulcie papai i Trójkąta Bermudzkiego?
Jasne, że tak. Nie oznacza to, że nie robimy totalnie przyziemnych rzeczy, jak chociażby wycieczki do Disney World. Wie jednak wszystko na temat mojego ‘świata’, bo żyje w nim na co dzień. Tak jak ja ma swój medalion z trójkątem, który czasem chce nosić, a czasem nie. Z jednej strony jest totalnie zwyczajnym, szczęśliwym dzieckiem, z drugiej lubi nienormalną muzykę, którą tworzę. Jest świadomy tego co robię i chce w tym uczestniczyć. Wydaje mi się, że te wszystkie dziwactwa są dla niego kompletnie normalne – widzi mnie w strojach praktycznie cały czas. No chyba, że akurat jestem w samych majtkach, albo zrywam w ogrodzie papaję nago. Dla niego to jest codzienność. Totalnie kocham rodzicielstwo, chciałbym mieć dziesiątkę dzieci. Jednak wciąż szukam odpowiedniej kosmitki do tego celu. Więc jeśli jakaś wolna kosmitka czyta ten wywiad – zadzwoń do mnie!

Jeśli chcielibyśmy stworzyć zupę o smaku twojej muzyki, to jakich składników musielibyśmy do niej dodać?
Żeby stworzyć  tak skomplikowaną paletę smaków musielibyśmy wrzucić do garnka wszystko. Dosłownie wszystko. Wszystkie stworzenia, smaki, cząsteczki, atomy, które znajdują się w galaktyce. Jeśli chodzi o dźwięki i brzmienia to sam staram się, aby w tej zupie znajdowały się elementy, których nikt nigdy nie stworzył i nie słyszał. Chce stworzyć coś czego jeszcze nie było, lub połączyć coś, czego nigdy wcześniej nikt nie zestawił, lub nie uzyskał w dany sposób. To mój główny cel tworzenia. To wymaga bardzo wielu prób i poszukiwań. Nowa technologia umożliwia stworzenie dźwięków, których wcześniej nie można było uzyskać grając na żywych instrumentach. Komputery są znacznie dokładniejsze i pozwalają w zautomatyzowany sposób tworzyć sekwencje. Jednak jeśli coś za nas robi komputer, to nie jest to aż tak atrakcyjne – każdy może do tego dojść z odpowiednim sprzętem.

 

Rozmawiał Łukasz Rudzki


Jeżeli podobają się Wam treści, jakie prezentujemy i chcecie nas wesprzeć, możecie odwiedzić nasz profil na Patronite:

Podaj dalej!