Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 19/18

Zwykle wiemy czego się spodziewać po nowych płytach, zanim one wyjdą. Toteż dzisiaj – za sprawą Arctic Monkeys – mieliśmy całkiem duże wyzwanie. Ale podołaliśmy, żyjemy i – jak co tydzień – prezentujemy premiery z tego tygodnia!

Arctic Monkeys – Tranquility Base Hotel & Casino (11.05) // indie rock

Arctic Monkeys postanowili zagrać na nosie swoim fanom. Oczekiwaliście hitów? No cóż – przed wydaniem płyty Małpy nie wypuściły nawet żadnego singla. Powodem może być fakt, iż ta płyta zupełnie pozbawiona jest przebojowych momentów… i dobrze! Całość broni się ciekawym, psychodelicznym klimatem i zupełnie odstaje od dotychczasowej twórczości zespołu. Jak na skład o takiej pozycji na światowym rynku to bardzo odważny ruch. I, chociażby za to (obok mimo wszystko fajnej muzyki) należy się pochwała. Nie przeszkadza nam nawet, że trochę jednak brzmi to jak solowy album Alexa Turnera.

Beach House – 7 (11.05) // dream pop

O leniwej atmosferze możemy mówić także w przypadku, ale tutaj nie ma przy tym żadnego zaskoczenia. Duet z Baltimore doszlifował warsztat i stworzył swoje najlepsze dzieło dotychczas! Oniryczne melodie przecinane są pojedynczymi, bardzo przebojowymi hitami, a w niemal każdym kawałku uwagę przykuwa jakiś nietypowy, ciekawy motyw. Warto było czekać!

La Luz – Floating Features (11.05) // surf rock

Choć cały świat uparcie klasyfikuje dziewczyny z La Luz jako przedstawicieli surf rocka, na “Floating Features” bliżej im raczej do psychodelii. No ale, zgadza się przynajmniej czynnik słońca – bo mimo wszystko tego w tej muzyce nie brakuje. W dodatku takie kawałki jak “California Finally” mają szansę zagościć w odtwarzaczach na dłużej – przynajmniej do końca wakacji. A to świetnie się składa, bo w ostatni weekend przed powrotem młodzieży do szkoły, La Luz zagrają na Soundrive Festivalu w Gdańsku!

Wczasy – Zawody (11.05) // synth-pop, new romantic

Nie wiem, o co chodzi z tymi poznaniakami, ale potrafią się bawić słowem, jak mało kto. Wczasy godnie reprezentują więc swoje regiony, a może nawet podnoszą wysoko poprzeczkę? Proste i pozornie infantylne teksty skrywają dosyć bolesną tematykę – od złamanych serc przez nieudane imprezy po poczucie bezsensu pracy czy życia. Życie w pigułce! Dzięki bogu wszystko okraszone jest błyskotliwym poczuciem humoru, bo chyba naprawdę płakałbym po każdym przesłuchaniu Zawodów. A album jest zbyt dobry, żeby odstawiać go na półkę. Poza warstwą liryczną dostajemy idealne połączenie zimnej fali, synth popu i new romantic. Złoto, cudo, Wczasy mają nowych psychofanów!

VOID // GIST – Cuts (8.05) // post-punk

Cześć, to ja, reinkarnacja Iana Curtisa. Tęsknisz za moim wokalem? Nic się nie martw, śpiewam w VOID // GIST i właśnie wydaliśmy nowy album. Chcesz zobaczyć, czy na żywo też jesteśmy do siebie podobni? To świetnie się składa, bo 26 maja zagramy we Wrocławiu na Return To The Batcave.

Artificial Pleasure – The Bitter End (11.05) // post-punk

Pisaliśmy o nich w Nie Znasz mniej więcej rok temu i zapowiadaliśmy, że – przynajmniej dla niektórych – ich kawałki będą hitami wakacji. No cóż, przynajmniej wyrobili się na lato 2018. W międzyczasie zagrali już nawet w Polsce (Soundrive Festival), dzięki czemu ten materiał jest już nam poniekąd znany. Mamy tu do czynienia z czystym hołdem dla “Let’s Dance” Davida Bowiego i twórczości Talking Heads. Zespół nawet przez chwilę nie wychyla się poza te ramy, ale poruszą się w nich z prawdziwą gracją. Przez niemalże całą długość płyty chce się tańczyć, choć wcale nie jest wesoło – nawet kiedy wokalista śpiewa “I’m ready to die tonight” i “I only drag you down”, towarzyszy mu disco-funkujący bas. To co, może potańczymy w te wakacje?

Single/EP:

Death Grips – Streaky (05.05) // experimental hip-hop


VV and the Void – God Machine (10.05) // cold wave

Cavalcades – A Small Decline Blocks Everything Out EP (11.05) // punk

… na deser mini dokument ze wspólnej trasy ho99o9 i 3TEETH

Znajdziecie nas na Spotify:

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 18/18

Jak mija majówka? W dzisiejszych premierach znajdzie się coś dla tych, którzy wylegują się gdzieś na słońcu i dla tych, którzy mimo wszystko siedzą w pracy. No i wyjątkowo dużo ciekawych singli. Sprawdźcie to koniecznie!

Iceage – Beyondless (04.05) // post-punk

To chyba najbardziej przez nas oczekiwany album tego tygodnia. I zdecydowanie nie zawodzi, choć trochę zaskakuje. Czym? Przede wszystkim jakąś dziwną jak na tych Duńczyków, radosną atmosferą, która bije przynajmniej z 70% albumu. Sam fakt, że zaczynają go numerem o tytule “Hurrah” daje do myślenia. Nieco posępniej, zapewne ku uciesze hardkorowych fanów, robi się pod koniec. Niezależnie od tego, Iceage trzyma bardzo wysoki poziom i dalej definiuje swój własny podgatunek post-punku. Czekamy na koncert w Gdańsku!

Venetian Snares x Daniel Lanois (04.05) // breakcore

Współpraca mistrza breakcore’u ze słynnym producentem płyt U2 mogła wydawać się zadziwiająca, a wręcz nieprawdopodobna. Okazuje się jednak, że wyszło całkiem klimatycznie i w dziwny sposób przyjemnie. Lanois odpowiada na tej płycie głównie za gitarę, na której tworzy leniwe dźwiękowe plamy stanowiące tło dla typowych dla Venetian Snaresa glitchowych bitów. Świetna płyta dla tych, którzy pomimo majówki muszą pracować. No i oczywiście dla fanów jej twórców, chociaż coś nam mówi, że bardziej zadowoleni będą miłośnicy VS-a.

Belly – Dove (04.05) // indie rock

Historia tego zespołu nierozerwalnie łączy się z The Breeders. Tanya Donelly – liderka Belly była bowiem jedną z założycielek kapeli kojarzonej głównie z Kim Deal. Szybko jednak odeszła i skupiła się na swoim kolejnym zespole – właśnie Belly. Dzisiaj ta kapela wraca z pierwszą płytą po 23 latach nieobecności. O dziwo następuje to kilka tygodni po wielkim powrocie The Breeders. Przypadek? Zapewne tak, choć niejako wymusza to porównania. Jak wypada w nich Belly? “Dove” to chyba bardziej przebojowa płyta od “All Nerve”, ale bardziej osadzona w amerykańskim folku. Wielu fanów indie rocka spod naszej szerokości geograficznej może to zniechęcić, ale dla tych bardziej wytrwałych będzie to bardzo miła ciekawostka.

Single:

Protomartyr – Wheel of Fortune (feat. Kelley Deal) // post-punk

Young Fathers – Toy // hip-hop

Sexy Suicide – Iron City // synth-pop

Zeal & Ardor – Waste // avant-garde metal

Dead Cross – My Perfect Prisoner // (trash) metal

King Dude & Myrkur – Winner Takes It All (Abba cover)

Kikimora – Teresa of Avila // metal

Haunted Horses – Cold Medicine // industrial punk

Beach House – Black Car // dream pop

Metal Mother – Pris //synthpop, pagan jazz

LIFE – Grown Up //post-punk

TT – The Dream //art pop

The Plainviews – Bladerunner //noise rock

Pigeon – Couches // noise rock

Znajdziecie nas na Spotify:

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 17/18

27 kwietnia zapisze się w historii jako koniec dwóch bardzo starych konfliktów. Korea Północna ogłosiła pokój z Koreą Południową i reaktywowała się Abba. Wyszło też parę dobrych płytek. Do ich posłuchania zapraszamy – tradycyjnie – poniżej:

Speedy Ortiz – Twerp Verse (27.04) // indie rock

Speedy Ortiz wraca z trzecią płytą i broni tytułu jednego z najlepszych i najciekawszych zespołów indie rocka. Tym razem dokonują ciekawego zabiegu, tworząc piosenki o największym popowym potencjale w całej swojej historii. Jednak im bardziej popowe fundamenty kładą pod kawałek, tym bardziej “psują” go nieoczywistymi zagraniami, lekko połamanymi rytmami, czy uwierającymi ozdobnikami. Lubimy pop i lubimy dziwne rzeczy – Speedy Ortiz stworzyli bardzo ciekawy “złoty środek”.

Twin Shadow – Caer (27.04) // alternative R&B

OK, nie ma tu bangerów na miarę “Five Seconds” (no może poza aspirującym do tego miana “Saturdays”, w którym George’owi towarzyszą dziewczyny z HAIM), ale Caer to doskonały powrót Twin Shadowa do dawnej formy. Alternatywne R&B w jego wykonaniu sporadycznie zachęca do tańca, ale jego siła tkwi w tych bardziej leniwych, cudownie płynących momentach. I tych mamy tu całkiem sporo. Świetny album.

Forth Wanderers – Forth Wanderers (27.04) // indie rock

Najnowsza propozycja z legendarnego Sub Pop i tym razem bardzo bliska tradycji tego wydawnictwa. Forth Wanderers balansują gdzieś pomiędzy współczesnym indie rockiem a najntisowym midwest emo. I to właśnie lata dziewięćdziesiąte przywodzi na myśl klimat zawarty w ich muzyce. W tym wypadku możemy mówić o leniwie płynącym, smutnym wokalu i melodyjnych gitarach. Miłośnicy klasycznego indie i emo będą zachwyceni.

Exitmusic – The Recognitions (20.04) // indie, shoegaze

 

Exitmusic to bardzo niedoceniony zespół, co naprawdę ciężko zrozumieć, słuchając ich dorobku. Losy najnowszego albumu przez długi czas stały pod dużym znakiem zapytania – duet tworzący ten projekt, który do 2015 roku był małżeństwem, ogłosił separację. Do rozwodu nie dochodziło przez kilka lat, jednak wreszcie został sfinalizowany – równolegle z ukończeniem The Recognition. I – jak zwykle w sytuacjach, kiedy artyści przechodzą prywatnie przez trudne chwile – dostaliśmy najlepszy album w dyskografii zespołu.

Single:

Alice Glass – Without Love (Chelsea Wolfe Remix)

Girls Names – Karoline // post-punk

Hotel Lux – Daddy // post-punk

Snail Mail – Heat Wave // indie

Mogwai – Donuts // post-rock

Artificial Pleasure – On a Saturday Night // post-punk

Znajdziecie nas na Spotify:

 

Artykuł, Muzyka

Nie znasz #11

Najwyższa już pora odkurzyć stare dobre Nie Znasz. W końcu jest jeszcze cała masa zespołów, o których nie macie pojęcia i które tylko czekają, żeby wywrócić Wasze życie do góry nogami. W dzisiejszym odcinku poznacie pewną wyjątkową Królową, młodych punków z Bristolu i porywające ambienty z Polski.

Continue Reading “Nie znasz #11”

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 16/18

Dzisiaj 4/20 a jutro Record Store Day. Czy można wyobrazić sobie lepszy weekend? My nie możemy, więc szybko zostawiamy tutaj premiery z tego tygodnia i idziemy świętować. Pozdrawiamy.

A Perfect Circle – Eat The Elephant (20.04) // alternatywny rock

Pierwszy od 15 lat album to nie lada wyzwanie dla zespołu. Nie podejrzewam, że Maynard i spółka specjalnie się tym przejmowali, zresztą dla Keenana takie przerwy pomiędzy longplayami to chleb powszedni. Single były dosyć nierówne – od genialnego The Doomed po So Long, And Thanks for All the Fish, którego może lepiej nie wspominać. Album zaczyna się od ballady i leniwie nabiera tempa, pokazując ukochany przez wszystkich rockowy pazur na dobrą sprawę dopiero w czwartym kawałku. APC brzmi jak APC, co jest chyba najlepszą rekomendacją. Keenan i Howerdel nie próbują iść z duchem czasu nie udając kogoś, kim nie są, nie bawią się przesadnie formą. To brzmi jak album dojrzałych muzyków i z pewnością nim jest, czuć na nim spokój i pewność siebie. Jest pięknie, ale brakuje perełek w stylu Pet.

Schröttersburg – Melancholia (19.04) // Post-punk, zimna fala

Nie od dziś wiadomo, że Polacy potrafią w zimną falę. Schröttersburg jest świetnym tego przykładem. Od dłuższego czasu Bat-Cave Productions zapowiadało, że wypuści album roku i od wczoraj możemy się przekonać, czy mówiło prawdę. Do końca 2018 jeszcze sporo czasu, ale trzeba przyznać – Melancholii niewiele brakuje do ideału. Duszny, post-punkowy klimat, przeszywający i emocjonalny wokal wykrzykujący bardzo dobre (polskie) teksty. Ten album spokojnie można umieścić obok polskich klasyków zimniej fali.

Second Still – Equals (19.04) // Post-punk

Jeszcze trochę post-punkowej propagandy, tym razem z kobiecym wokalem. Belgijscy reprezentanci tego gatunku wydali to EP pod patronatem post-punk.com, co chyba jest najlepszą rekomendacją. Na Equals zespół prezentuje swoją bardziej melodyjną, czy jak sami twierdzą – popową stronę, dzięki czemu wydawnictwo ma lekki, czasem wręcz taneczny nastrój. A 26 maja będzie można ich usłyszeć na żywo we Wrocławiu.

Sleep – The Sciences (20.04) // Stoner Doom

Dzisiaj święto 4/20, więc zdarzył się związany z tym cud. Zupełnie niespodziewanie, po 19 latach przerwy, nową płytę wydał Sleep – zespół, który umieścił zamiłowanie do marihuany w stonerze i stoner w metalu. Przez wszystkie te lata tysiące zespołów z całego świata prześcigało się w jak najlepszym podrobieniu muzyki tria z San Jose, ale “The Sciences” ustawia ich znowu w szeregu. Chłopaki ze Sleep nie grają stoner dooma – oni go definiują. No i nie palą marihuany – oni są marihuaną. Dodatkowy plus za to, że nawet instrumentalne kompozycje mają znaczek “Explicit” na Spotify i Tidalu.

Single:

Deafheaven – Honeycomb //  blackgaze

Touche Amore – Green // post-hardcore

Mazzy Star – Quiet, The Winter Harbour // dream pop

 

 

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 15/18

Piętnasty tydzień tego roku przynosi jedną wielką premierę i to od niej zaczynamy nasze zestawienie. To jednak nie wszystko. Jak zwykle wybraliśmy kilka najciekawszych płyt, ale szczególnie polecamy single, bo te są naprawdę wielkie!

A Place To Bury Strangers – Pinned (13.04)

To byłby świetny album, gdyby nie nagrali go APTBS. A że jest jak jest, to po prostu dobry album. Zespołowi brakuje już tej prędkości, hałasu i brudu z pierwszej płyty, mimo to kompozycje bronią się melodyjnością. Można zarzucić trochę oklepanych motywów, ale znowu inni stwierdzą, że to piękne odwołania do klasyki post-punku. I tego się trzymajmy.

Selofan – Vitrioli (12.04)

Fabrika Records robi drugie podejście do wybrednych gotów i chwilę po wydaniu Lebanon Hanover prezentuje kolejną premierę. Może ten album trafi w gusta tym, którym nie podeszło Let Them Be Alien? A tak całkiem serio, to naprawdę bardzo dobry rok dla zimnej fali i ten grecki duet to potwierdza.

Brazilian Girls – Let’s Make Love (13.04)

Na pierwszy rzut oka wszystko w tej płycie jest mylące. Nazwa zespołu, tytuł płyty, letnia okładka… Owszem, gdzieniegdzie na “Let’s Make Love” pojawiają się nawet brazylijskie rytmy, ale głównie mamy tu do czynienia ze sprytnym art popem podszytym klasyką post-punku. Kapela wraca po 10 latach przerwy tam, gdzie skończyła płytą “New York City” i robi to w doskonałym stylu. Dzięki temu tańca z brazylijskimi dziewczynami nie muszą się wstydzić nawet największe smutasy.

Princess Nokia – A Girl Cried Red (13.04)

Konserwatywnym fanom Princess Nokii ten mixtape raczej nie podejdzie, ale fani emo popu będą zachwyceni. Więcej tu śpiewu i delikatnej gitary niż tradycyjnego rapu a całość przepełniona jest totalną melancholią. Fajnie obserwuje się tak utalentowaną i uniwersalnie uzdolnioną artystkę. No i całość zamyka się w 20 minutach – idealnie!

Single:

Heavy Lungs – Descend (13.04)

Artykuły Rolne – Dla taty/ Pin zielony (7.04)

Ugory – Glina i korzenie (12.04)

Cold Cave – You & Me & Infinity (10.12)

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 14/18

Oj, obrodziło nam z początkiem kwietnia. Nie dość, że nowych płyt jest w tym tygodniu bardzo dużo, to jeszcze bardzo dobre. Nie ma co przedłużać, bo przed Wami dużo słuchania. Oto one:

Hinds – I Don’t Run (06.04)

Mamy zwyciężczynie w kategorii progres roku. Druga płyta Hinds to ogromny krok do przodu. Hiszpanki poszerzyły paletę inspiracji, poczuły się pewnie i dostarczyły album z doskonałymi gitarowymi piosenkami na lato. Z drugiej strony dalej jest w nich trochę naiwności i “amatorskiej” szczerości. Oby tak dalej!

Unknown Mortal Orchestra – Sex & Food (06.04)

Przy niektórych artystach stwierdzenie, że płyta niczym nie zaskakuje, jest najlepszym komplementem. I to dotyczy albumów Unknown Mortal Orchestra. Na “Sex & Food” ekipa Rubana Nielsona nie sili się na niepotrzebne eksperymenty, korzystając z tego, że ich balansująca na granicy neo-psychodelii i indie r&b muzyka jest ciekawa sama w sobie. Mamy tu dużo nastrojowego, delikatnego grania, ale też “cięższe”momenty – takie jak jeden z najlepszych kawałków tego roku – “American Guilt”. Warto!

MIEN – MIEN (06.04)

“Konkurencję” dla UMO w kategorii “psychodelia”stanowi  nie byle jaki zespół. Choć jest to debiutancki album, stworzyli go muzycy, którzy na psychodelicznym graniu zjedli już zęby, grając w takich kapelach jak Elephant Stone, The Earlies, The Black Angels czy The Horrors. Mamy tu do czynienia z powrotem do korzeni takiej muzyki – jest mglisty, niepokojący klimat, okazjonalnie przebijający się sitar, czy delikatne podbicie elektroniką. Doskonała rzecz dla maniaków gatunku.

Lebanon Hanover – Let Them Be Alien (03.04)

Lebanon Hanover rozkwitają z każdym wydawnictwem, nabierają pewności siebie. Let Them Be Alien nie jest albumem, który wpada w ucho od razu, ale z każdym odsłuchem docenia się go jeszcze bardziej. Jednocześnie, w każdej piosence słychać tę piękną melancholię. William i Larissa pięknie się uzupełniają, tworząc subtelny dialog pomiędzy utworami. W odbiorze albumu nie przeszkadza nawet aktualna pogoda. 10/10!

GUM – The Underdog (06.04)

Jay Watson to osoba nr 2 w Tame Impala i nr 1 w POND – czyli dwóch zespołów ze zdecydowanej czołówki w Australii. Od kilku lat nagrywa też solowo jako GUM, pogłębiając kierunki, w których idą jego kapele. Mamy tu zatem jeszcze więcej synthpopu i tanecznych rytmów, a całość jeszcze bardziej wpada w ucho. I bardzo dobrze! Nowa płyta Watsona zdecydowanie powinna zagościć na hipsterskich playlistach na imprezę. No i oczywiście w odtwarzaczach fanów macierzystych formacji artysty. A tych jest przecież co niemiara.

LICE – It All Worked Out Great, Vol.1 (EP) (06.04)

Kochamy tutaj IDLES, kochamy Shame i kochamy najmłodszych ziomeczków z tego wesołego, brytyjskiego towarzystwa. LICE w końcu wypuścili swoje pierwsze wydawnictwo z prawdziwego zdarzenia, choć to dopiero EP. Pokazują na nim, że są najbardziej popieprzeni ze wspomnianej trójki. Motywy zmieniają się tu co kilka sekund, sekcja gra jakieś dziwne rzeczy, gitara hałasuje aż miło a wokalista wypluwa z siebie teksty o długości krótkich powieści. Obserwujcie ich bo będą wielcy.

Bambara – Shadow on Everything (06.04)

Można by powiedzieć, że nowa płyta Bambary umili fanom Iceage oczekiwanie na album swoich ulubieńców, ale to byłoby duże i niesprawiedliwe uproszczenie. Owszem, stylistycznie jest bardzo podobnie, ale Amerykanie na “Shadow on Everything” udowadniają, że grają we własnej lidze i nie muszą się na nikogo oglądać. Czwarty album jest ich zdecydowanie najlepszym – post-punk miesza się tu z noise rockiem w optymalnych proporcjach. No i nie oszukują w tytule płyty – mrok naprawdę panuje tu nad wszystkim.

Hop Along – Bark Your Head Off, Dog (06.04)

Hop Along to już naprawdę duży zespół na amerykańskiej scenie indie. Kapela od pierwszej płyty wydanej w 2006 roku zbudowała już sobie całą armię naśladowców.  I chyba zrozumiała, że najwyższy czas zdobyć uznanie, na jakie zasługuje. Nic zatem dziwnego, że na swojej czwartej płycie zaczęła puszczać oczko do szerszej publiczności. Może i stracił na tym ciutkę mocy, ale wciąż wyróżnia się świetnymi piosenkami i pięknym, rozedrganym głosem wokalistki – Frances Quinlan. My jesteśmy zadowoleni.

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 12/18

W zeszłym tygodniu zapowiadaliśmy burzę i oto jest. Dzisiejsze zestawienie nie zachwyca co prawda liczbą płyt, ponieważ standardowo odrzucamy rzeczy, których raczej nie polecamy (Jack White, ty łobuzie!). Takich zawodów trafiło nam się kilka, ale to na co najbardziej czekaliśmy okazało się świetne. W efekcie trzy z czterech poniższych płyt są dla nas kandydatami do płyt miesiąca. Pokłóciliśmy się o to, która jest najlepsza i teraz się do siebie nie odzywamy. Super. W każdym razie:

HIDE – CASTRATION ANXIETY (23.03)

 

Jak podaje last.fm, hide to j-rockowy muzyk zmarły w 1998 roku… ale my nie o tym. HIDE to świeży narybek w Dais Records, chociaż na scenie funkcjonują już od 2014 roku i mają za sobą kilka EPek. Castration Anxiety ma bardzo duszny nastrój, jest mrocznie, ponuro i bardzo industrialnie. Nie bójcie się, właśnie odkryliście płytę marca.

Sol Invictus – Necropolis (23.03)

 

Czy to ostatni album Sol Invictus? Takie złowieszcze wnioski można przeczytać w niektórych recenzjach Necropolis. Album opowiadający o budowie kolei do przewożenia piętrzących się w Londynie trupów oraz powolnym upadku moralnym miasta – trzeba przyznać, że byłoby to piękne pożegnanie. Tony Wakeford jest w doskonałej formie, a od Necropolis nie da się oderwać.

Preoccupations – New Material (23.03)

Matt Flegel obiecał w wywiadzie z nami, że Preoccupations wydadzą tę płytę na wiosnę i słowa dotrzymał – premiera nastąpiła już w jej pierwszym tygodniu. Klimat jednak jest tutaj mało wiosenny – “New Material” to najsmutniejsza, ale zarazem najbardziej przystępna płyta w dorobku Kanadyjczyków. Zespół odchodzi od noise’u rodem z debiutu w kierunku czystego coldwave’u. Mimo wszystko fani  od razu wychwycą elementy charakterystyczne dla tej ekipy, dzięki którym Preoccupations wciąż wyróżniają się na tle setek zespołów z tego gatunku. Złoty środek. Świetny album.

Sunflower Bean – Twentytwo in Blue (23.03)

Sunflower Bean swoim drugim albumem dają jasno do zrozumienia, że dotychczasowa łatka “nadziei neo-psychodelii” jest dla nich zdecydowanie zbyt ciasna. I choć ciągle słychać tu psychodeliczne wpływy, zespół kieruję się bardziej w stronę pop rocka, momentami kojarząc się nawet z Fleetwood Mac. Pewnie część dotychczasowych fanów będzie miała z tym problem, ale trio zdaje się tym nie przejmować i w nową rolę wchodzi pełne animuszu. I słusznie – zapamiętajcie tę nazwę, bo niedługo będzie całkiem wysoko na festiwalowych plakatach.

 

Jesteśmy na Spotify:

Artykuł, Muzyka

Soundtrack mojego życia: Youth Code

Już na początku kwietnia do Polski po raz pierwszy przyjadą Sara i Ryan z Youth Code – zobaczymy ich w warszawskiej Hydrozagadce i poznańskim klubie Pod Minogą. W samym środku europejskiej trasy znaleźli chwilkę, żeby opowiedzieć nam o swoich muzycznych wspomnieniach i inspiracjach.

Album, który powinni znać wszyscy, a z jakiegoś powodu jest niedoceniony

 

Sara: “Prick – Self Titled” wydany w wytwórni Trenta Reznora (Nothing Records) w 1995 roku. Niesamowity industrialny pop-rock z tym wyjątkowym brzmieniem lat 90-tych i NIN-ową produkcją.

 

Ryan: “Trepaneringsritualen- Kainskult”. Ponury industrial z przytłaczającą atmosferą.

Artysta, który zmienił moje życie

 

Sara: Marilyn Fucking Manson!

 

Ryan: Youth Of Today

Pierwszy album kupiony za własne pieniądze

 

Sara: “Snoop Dogg- Doggystyle”. Niestety moja mama znalazła tę kasetę w moim pokoju i kazała mi ją oddać do sklepu 🙁

 

Ryan: “Metallica- Master of Puppets”

Mój pierwszy koncert

Sara: Family Values Tour 1998. Miałam trzynaście lat. Zobaczyłam Rammstein i Orgy, ten wieczór zmienił moje życie!

Ryan: Rod Stewart. Byłem bardzo bardzo młody, moja mama mnie zabrała.

Wymarzona współpraca muzyczna

Sara: Inspiruje mnie tylu artystów… ciężko zdecydować się na jeden zespół.

Ryan: Nie jara mnie myśl o nagraniu splita z innym zespołem. Ale jeżeli mam być szczery, rozmawialiśmy na ten temat z ludźmi, których podziwiamy. Nie mogę nic więcej powiedzieć, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.

Mój ulubiony artysta

Sara: Marilyn Fucking Manson!

Ryan: Nie mam ulubionego artysty. Słucham praktycznie wszystkiego – od folku do industrialu. Nie potrafię wybrać jednego!