Trzy szóstki to istniejący od ponad trzech lat muzyczny fanpage prowadzony przez Krzysztofa Kwiatkowskiego. Od lutego 2017 Trzy Szóstki to także blogo-serwis (3szostki.pl), a od września (net)label. Oficyna działa bez ograniczeń gatunkowych, stylistycznych i estetycznych.
Na pierwszym wydarzeniu z serii trzy szóstki na chłodnej wystąpią:
SUJKA
Pod hasłem Sujka skrywa się lekko rozmyty, kojąco-rzewny ambientalny projekt Iwony Król (Lauda, Kobieta z wydm). We wrześniu premierę miała debiutancka płyta Sujki – “Banitka”. To także pierwsze w pełni premierowe wydawnictwo Trzech Szóstek.
Sama Iwona mówi, że postanowiła nagrać dźwięki, które na tę chwilę są jej najbliższe i najbardziej obrazują jej teraźniejszy stan. I choć nie uważa się za muzyka, ponieważ przygodę z graniem/tworzeniem zaczęła 2 lata temu, to jej pierwszy solowy materiał prezentuje dojrzały obraz codzienności, pełen repetycji i omdleń.
To jeden z najważniejszych projektów w – jak na razie – krótkiej historii Trzech Szóstek. Tulip Trenches (czyli Łukasz Podgórski) jest autorem pierwszego wydawnictwa, które trafiło do katalogu labelu – “Artemis”. EPka ta porusza się w obrębie ambientu schizoidalnego: nie tyle mrocznego, co konkretnie dezorientującego. Tak można sobie wyobrazić wspólną imprezę ludzi od cloud rapu i industrialu, gdzie w międzyczasie jakiś żartowniś zarzucałby new age’owymi szlagierami. Łukasz zaś swoją twórczość opisuje jako bubblegum industrial. Jedno z objawień 2017.
Staliśmy się generacją hejtu, pokoleniem narzekaczy, parantelą antypatii, żałosnym okresem w historii ludzkości gdzie przyklejeni do ekranów monitorów wygłaszamy swoje chorobliwe prawdy, ukryci w bezpiecznych odmętach internetu. Dzięki globalnej sieci jeszcze nigdy ludzkość tak bardzo zbliżając się do siebie, nie odpychała się jednocześnie, wściekle zatracając się w bezsensownych szarpaninach, które w realnym świecie nie mają żadnego znaczenia.
Jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji będzie możliwość zablokowania dodawania własnych komentarzy na blogach, portalach społecznościowych oraz wszędzie tam, gdzie tylko jest taka możliwość. Jeśli nie chcemy doprowadzić do eskalacji problemu, musimy zablokować opcję wyrażenia opinii każdemu, komu się wydaje, że powinien takową wygłosić. Nieważne czy pochwalna, czy nie, musimy osiągnąć niełatwy kompromis. A jeśli już masz nienawidzić czegoś to najlepiej jest nienawidzić wszystkiego, wtedy łatwiej jest bez cienia żenady spojrzeć sobie w twarz w lustrzanym odbiciu.
I bardzo często sam łapię się na tym, że jestem bliski wypowiedzenia się na temat palącej mnie kwestii w internecie, ale zdaję sobie prawie natychmiast sprawę, że nie ma to większego sensu, bo każdy ma swoją własną wyrobioną opinię na dany temat, która jest praktycznie nie do obalenia, gdyż zwykle ktoś tak usilnie i mocno wierzy w swoją prawdę, iż dzięki temu staje się ona jedyną słuszną dla tej osoby i nikt ani nic nie będzie w stanie tego zmienić. Więc nie robię nic i z niemałym uczuciem wyższości przesuwam palcem w dół bądź przechodzę pod inny adres, gdzie nie muszę babrać się w jednym szlamie z całą resztą tych chorych na głowę internetowych fanatyków. Opinie innych ludzi zwykle są mylne, bo przecież nie należą do Ciebie, no nie?
Przejmują się zawsze najbardziej ci, którzy nie mają własnego życia. Jeśli mi się coś nie podoba, to odwracam po prostu głowę i staram się już o tym za wiele nie myśleć. Ludzie w tym kraju mają tendencję do mówienia Ci, jak masz się ubierać, jak się zachowywać, jak myśleć, jak wierzyć, jak kochać, jak nienawidzić. Lecz są to tylko półśrodki, które zamazują skrzętnie rzeczywistość. Nienawidzić wszystkiego i wszystkich na równi — to jest jedyna odpowiedź. Droga przyszłości oraz ratunek dla rasy ludzkiej. Vademecum na psychopatię rodzaju ludzkiego…
Gdy Trump zacznie z Putinem wymieniać się głowicami nuklearnymi na niebie, niczym w jakieś chorej i pokręconej rozgrywce meczu ping ponga, a nad naszymi głowami zaczną latać bomby przypominające w swym locie spadające gwiazdy, nic z tego nie będzie miało znaczenia. Wszyscy skulimy się w geście obronnym w tym samym momencie i żadne podziały nie będą nikogo obchodzić. I gdy opadnie kurz, wszystkie twarze będą tak samo umorusane promieniotwórczym pyłem a opad radioaktywny spadnie bez wyjątku każdemu na głowę. Utopia na zawsze pozostanie utopią a niestety, apokalipsa jest tuż na wyciągnięcie ręki.
Weźmy takiego Silverio na przykład. Gość, który ma w logo czerwone majtki, a które często bywają jedyną częścią jego garderoby podczas występów na żywo, nie może brać wszystkiego na serio. Typ kładzie lachę na dosłownie wszystko i wszystkich i jest to postawa godna największej pochwały. Tylko w tak beznadziejnym świecie jak ten, ludzie pokroju Silverio potrafią wlać w nasze serca spokój o przyszłość rasy ludzkiej. A jeśli nawet apokalipsa nie przeszkadza temu pinche cabrón w niczym, to gdzieś w środku czuję, że Silverio będzie właśnie tym gościem, który wybije rytm swoistego Danse Macabre na zgliszczach naszego społeczeństwa w nieodłącznych czerwonych galotach, śpiewając głośno „Tu casa es mi casa”, jednocześnie paląc sobie stopy na rozżarzonym tłuszczu z ludzkich ciał i rozsypując wszędzie popiół z pogorzeliska niedawnej cywilizacji, który będzie owijał się wokół niego i tańczył wraz z nim ten nienaturalny electropunkowy taniec końca świata…
Piękna wizja, zaprawdę powiadam wam. Wyobraźcie to sobie tylko.
Włoska muzyka? Skojarzeń na pierwszy rzut oka przychodzi kilka. Italo disco jest tak oczywiste, że możemy je pominąć. Kilka dosyć znanych kapel metalowych – odhaczone. Jest też zimny post-punk, który pod dowództwem Soviet Soviet – kapeli z Pesaro na wschodnich krańcach Półwyspu Apenińskiego – wypływa na coraz szersze wody. To w czym Włosi wiodą jednak prym to podszyty punkiem glam rock.
W erze przedinternetowo-youtubowej jedynym sposobem, żeby obejrzeć klip ulubionego artysty była próba upolowania go na MTV lub Vivie, nasiąkając niekiedy przy tym kolejnymi wspaniałościami lub niszcząc sobie głowę sporą dawką szajsu, które leciało pomiędzy. W najlepszym przypadku, jeśli piosenka była hitem, to samo polowanie zwykle bywało bardzo krótkie, a gdy zespół był niszowy, to niekiedy ujrzenie klipu do jakiegokolwiek kawałka bardzo często graniczyło z cudem. Continue Reading “Sunday pRICZings, vol. 22”
Tęskniliście trochę za swym ukochanym słowem Bożym? Podczas chwil głuchej ciszy z mojej strony nadzieja w końcu uleciała z waszych serc i zastąpiła ją czarna dziura rezygnacji i umysłowego odrętwienia? Continue Reading “Sunday pRICZings, vol.21”
Z dziesiątym odcinkiem Nie Znasz wracamy po krótkiej przerwie. W jej trakcie opisywani kilka tygodni temu Artificial Pleasure ogłosili koncert na Soundrive Festivalu a wspomniany w poprzedniej części Netherfriends zdołał nagrać dwie płyty. Brzmi jak kawał czasu, prawda? No cóż – te długie dwa tygodnie wynagradzamy leczniczym dream popem z Walii i rewelacją zakończonego SXSW. Zapraszamy!
Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego tygodnia, w dziewiątym Nie Znasz nie mogło zabraknąć ciekawej artystki, która zaprezentuje się niedługo na teksańskim SXSW. Oprócz niej przeczytacie także o kimś, kto na festiwalu będzie, ale nie wystąpi i o zespole, który póki co do Austin się nie wybiera, ale na naszych łamach po prostu musiał się znaleźć. Zapraszam!
Marzec – ulubiony miesiąc dla miłośników niszowej muzyki. Niedługo zaczyna się ich ulubiony festiwal – SXSW w Austin, czemu jak zwykle towarzyszy wysyp doskonałych i często niedocenianych płyt. Chcąc, nie chcąc – w tym miesiącu w Nie Znasz oscylować będziemy wokół teksańskiego wydarzenia. No i zbliża się Dzień Kobiet – w dzisiejszym odcinku to także nie jest bez znaczenia!
W dzisiejszym Nie Znasz zaglądamy do Londynu i Nowego Jorku, aby posłuchać wykonawczyń z Islandii i Kamerunu. Dziwne? Być może – na pewno warte sprawdzenia. Wiele wskazuje na to, że te dziewczyny narobią w tym roku trochę szumu!