Zaczęło się niewinnie, wyszło jak zawsze. 119 utworów, prawie 9 godzin muzyki. A wybraliśmy tylko po dwa utwory każdego wykonawcy! Na szczęście do Offa zostało jeszcze trochę czasu, więc zdążycie się osłuchać. Niektórych artystów przybliżmy Wam w kolejnych dniach. Tymczasem miłego słuchania!
Chyba bezdyskusyjnym można nazwać stwierdzenie, że to Mezzanine jest największym osiągnięciem Massive Attack – muzycznym arcydziełem nie tylko dla samego trip hopowego nurtu. Continue Reading “#TBT: Massive Attack: 100th Window”
Mundial zaczął się także u nas. W tym tygodniu najlepiej prezentują się reprezentacje Australii i USA, ale fani innych krajów znajdą coś dla siebie na – jak zwykle – przepastnej liście nowych singli. Zapraszamy!
Rolling Blackouts Coastal Fever – Hope Downs (15.06) // jangle pop
Kiedy Rolling Blackouts Coastal Fever wydawali swoje dwie świetne epki, mówiono, że kiedy wszyscy inni starają się jak najbardziej udziwniać swoje kawałki, oni po prostu szlifują doskonałe refreny. Pierwsze LP w ich dorobku tylko to potwierdza. Te dziesięć kawałków to murowany hit za hitem. A przy tym słucha się ich zupełnie bez żenady. I bardzo szybko wpadają w ucho. Większość albumu słyszeliśmy na żywo w Berlinie i przy pierwszym odsłuchu płyty czuliśmy się jakbyśmy znali je od zawsze. A to zawsze znak jakości! A skoro przy znakach jakości jesteśmy – koniecznie zobaczcie ich na tegorocznym Offie.
Culture Abuse – Bay View (15.06) // noise pop
“Starzy” fani (mówimy w końcu o kapeli powstałej w 2013 roku) tego zespołu nie mają łatwo. W pierwszych recenzjach tego albumu pojawiły się zarzuty o zbyt drastyczne złagodzenie brzmienia, brak energii, czy brzmienie przypominające… Smash Mouth. No cóż, starzy fani zwykle są skłonni do bezsensownej przesady. “Bay View” to bardzo przyjemny album, który brzmi jakby Ramones mieszkali w kalifornijskim Bayview właśnie. Tak więc jeśli latem lubicie się wybrać w ramonesce na plażę – to jest Wasz soundtrack. Na zmianę z Wavves, z którymi Culture Abuse wydali w tym roku dwa bardzo fajne single.
Here Lies Man – You Will Know Nothing (15.06) // psychodelic rock
Wśród jednej z recenzji znalazłam idealnie określenie muzyki Here Lies The Men – Black Sabbath grający afrobeat. A tak zupełnie serio – rock psychodeliczny radzi sobie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że mamy 2018 rok. Czego to zasługa? Chyba wszyscy dobrze wiemy… Utalentowanych muzyków, którzy, jak członkowie tego zespołu, potrafią zgrabnie wykorzystywać riffy w stylu lat 70-tych, jednocześnie brzmiąc świeżo.
Protomartyr – Consolation (15.06) // post-punk
Można powiedzieć, że Protomartyr wydali tę epkę, żeby pochwalić się współpracą z Kelley Deal w dwóch kawałkach. Ale można to też uznać za dużą niesprawiedliwość. Choć kawałki nagrane z gitarzystką The Breeders są niesamowicie dobre (Wheel Of Fortune to w ogóle jeden z numerów roku do tej pory!) to pozostałe dwa numery nie znalazły się na zeszłorocznym “Relatives in Descent” chyba tylko przez przypadek. Świetna płytka!
Girls Names – Stains On Silence (15.06) // post-punk
Czy może być coś bardziej lirycznego od post-punku z Belfastu? Album powstał pod dużą presją, na szczęście muzycy postanowili zostawić miksy, wrócić do swoich codziennych zająć i spotkać się, kiedy naprawdę poczują, ze to już czas nagrać coś nowego. Tak też się stało. Jak sami twierdzą, z oryginalnego materiału niewiele zostało. Naszym zdaniem – wyszło im to na dobre.
Leon Vynehall – Nothing is Still (15.06) // deep house, downtempo
Co prawda muzyka Vynehalla nadaje się bardziej na deszczowe dni i rozprawianie się ze swoimi złymi decyzjami, ale dajmy mu szansę w to gorące, czerwcowe popołudnie. Piękne, nostalgiczne, ze stajni Ninja Tune. To chyba wystarczająca rekomendacja.
Single // EP:
Deafheaven – “Canary Yellow” // blackgaze
Spiritualized – A Perfect Miracle, I’m Your Man // space rock, shoegaze
Alice Glass – Mine // electronic
Girls In Synthesis – We Might Not Make Tomorrow E.P // anarcho punk, noise punk
H880 – The Haunted Palace // experimental techno
Echo Beds – Still Body // experimental, industrial
LINGUA IGNOTA – Woe To All (On The Day Of My Wrath) // experimental
Po tygodniowych wakacjach wracamy ze zdwojoną siłą. Sprawdźcie, jakie fajne płyty wyszły w tym tygodniu i posłuchajcie nowych singli, które towarzyszyły nam na urlopie, a także w najgorszych, pierwszych dniach powrotu do pracy.
Uniform & The Body – Mental Wounds Not Healing (08.06) // power electronics
The Body prezentują kolejną w tym roku płytę, która świetnie wpisuje się w ich jasno określony styl. Nie ma się co oszukiwać – ci, którzy słyszeli ostatnią samodzielną płytę duetu z Little Rock albo ich współpracę z Full Of Hell, nie będą niczym zaskoczeni. Jednocześnie nie będą też zawiedzeni, bo zarówno The Body, jak i Uniform odwalają tu kawał dobrej roboty. W efekcie mamy album, który bierze po 50% z twórczości każdego składu i miksuje to w idealnych proporcjach. Jest brudno, demonicznie, ale nie brakuje też ciekawej motoryki. Tak, jak lubimy.
Snail Mail – Lush (08.06) // indie rock
Pełnoprawne debiutanckie LP zespołu Lindsey Jordan nie przynosi może takich oczywistych hitów, jakie znaleźć można na poprzedzających EPkach, ale i tak jest bardzo dobrze. I choć niby mamy tu do czynienia ze słonecznym, amerykańskim indie przełamanym ponurą atmosferą – czyli stylówą ograną już do przesady – Snail Mail ma w sobie to coś, co przykuwa uwagę. A to bardzo duży plus w przypadku takiej muzyki. Sądząc po całkiem sporym hype’ie na tę kapelę, można domyślić się, że nie tylko naszą.
Young Widows – DECAYED: Ten Years of Cities, Wounds, Lightness and Pain (08.06) // post-hardcore
Właśnie mija dziesięć lat od wydania pierwszej płyty Young Widows i ekipa z Louisville postanowiła uczcić to wydając album z nieopublikowanymi kawałkami, jakie stworzyli od 2008 do 2018 roku. Zastosowali przy tym ciekawy zabieg – piosenki na tym wydawnictwie ułożone są chronologicznie, ale od najnowszych do najstarszych. Zaczyna się zatem całkiem atmosferycznie, a kończy na post-hardcore’owym napierdalaniu z wyraźnymi inspiracjami Shellac i Melvinsami. I w sumie jak na płytę z “odrzutami” jest bardzo dobrze. Na pewno brzmi to lepiej niż ostatnie regularne płyty tych drugich.
Single:
Interpol – The Rover // post-punk
Nothing – ZERO DAY // shoegaze
IDLES – Danny Nedelko // post-punk
FIDLAR – Have a Cigar (ft. Dr. Dre and AM) // garage punk, hip hop
Black Asteroid ft. Cold Cave – Sun Explodes (Headless Horseman Remix)
Jak to się stało, że mamy już połowę roku? Może nie jest to najlepszy temat do rozmyślań we wtorkowe południe… niewątpliwie jednak jest to dobry moment na odpalenie naszej majowej playlisty! Hopa:
Za Wikipedią: Odpady to każda substancja lub przedmiot, których posiadacz pozbywa się, zamierza pozbyć się lub do ich pozbycia się jest obowiązany. Innymi słowy, jest to coś, czego już nie potrzebujemy, czego nie chcemy widzieć, słyszeć ani czuć. Właściwie, jest to coś, z czym każdy normalny człowiek nie chce mieć już absolutnie nic wspólnego. I tu właśnie na scenę wkraczam ja, zapięty pod samą szyję w kombinezonie ochronnym, w masce na twarzy i zapasem tlenu na plecach, w specjalnych rękawiczkach i butach, które chronią mnie przed ubrudzeniem, brodzę w odpadkach ludzkości, wyszukując dla was perełki wśród tego, czym gardzicie i o czym nie chcecie więcej myśleć. Moją misją w całym tym gąszczu odpadków jest uświadomienie wam, moi drodzy, co zostawiacie za sobą, przed czym się bronicie, czego się boicie, co sprawia, że zimny pot pojawia się na waszych czołach w momencie, w którym czytacie te słowa.
To nie jest coś, co lubię robić. Jednak jest to coś, co musi być zrobione.
Wszystko musi równać się sobie na tym świecie i gdyby większość ludzi myślała podobnie, żylibyśmy w pieprzonym raju. Nie ma nic ważniejszego od sprawiedliwości, bez niej jesteśmy tylko małymi dziećmi bez żadnego nadzoru rodzicielskiego, które uważając to za pewną formę zabawy urywają psom ogony i podpalają bezdomnych, wyzywają niepełnosprawnych kolegów na boisku szkolnym do wtóru innych dzieci, psują nie swoje zabawki, gardzą kanapką z dżemem na śniadanie i to wszystko bez absolutnie żadnych konsekwencji. Czasami wydaje mi się, iż zasada „oko za oko” jest jedyną słuszną drogą dla naszego gatunku. Może więc obecny model egzekucyjny nie bardzo się sprawdza, ale kim jestem, by to kwestionować?
Nie wierzę w instytucje, nie mają one dla mnie większego znaczenia.
Żyję w mojej głowie i w niej jestem królem własnego królestwa. Dlaczego mam się przejmować światem, który nie odpowiada moim standardom? Jesteśmy dwoma osobnymi bytami, mimo to, ulepieni z tej samej kosmicznej materii, przyciągamy się w jakiś dziwny sposób, przenikając się nawzajem raz na jakiś czas, w tańcu, który można nazwać jedynie chaotycznym tangiem nad brzegiem przepaści. Tango Chaos, wszelkie prawa do tej nazwy zastrzeżone.
Jest późno, gdy piszę te słowa i wydaje mi się, że tracę powoli wątek, więc wróćmy do tego, o czym jest dzisiejsze kazanie. A jest ono o wyrażeniu „Trash” i co to tak naprawdę oznacza w przypadku mojej skrobaniny dla Undertone. Zajmuję się tutaj w wolnej chwili wyszukiwaniem dla was samej esencji Trashu, kwintesencji złego gustu, fundamentu kiczu, istoty tandety. Innymi słowy próbuję wyłuskać diament z tej zbieraniny odpadków, które zostały zepchnięte na margines społeczny. Po co właściwie, pytacie? Ano jest to nic innego, jak produkt ludzkości, coś odrzuconego przez was, stłamszonego, zgniecionego, wymiętoszonego, strawionego i wydalonego. Z czystej przekory serwuję wam wasze własne odpadki, po to tylko, by przypomnieć wam coś, o czym pamiętać nie chcecie. Bo uważam, że samoświadomość jest w pewnym sensie wybawieniem. Bo zasługuje na to bardzo mały procent społeczeństwa. Bo to, co powinno być czystą formalnością, jest największą niesprawiedliwością świata. Bo zdawanie sobie sprawy z własnych słabości jest oznaką najwyższej formy trzeźwości umysłu. Bo nie powinniście zasypiać bez problemów. Bo materia rzeczywistości jest krucha. Bo podtytuł tej serii powinien brzmieć „Pop-nihilizm” (wszelkie prawa zastrzeżone). Bo nie chcę się tym zachwycać samemu. Bo czuję, że ktoś tam, gdzieś tam, rozumuje tak, jak ja. Bo jestem nienormalny. Bo jestem normalny w swoim królestwie. Bo potrzebujecie uważnie czytać moje kazania. Bo musicie czytać między linijkami. Bo mogę tu udawać, że jestem mądry. Bo jestem mądry. Bo świat ma o wiele więcej do zaoferowania niż sądzicie. Bo choć trochę was to ciekawi. Bo jestem szczery do bólu. Bo nie potrafię okłamywać własnych parafian. Bo wiecie w głębi duszy, że mówię prawdę. Bo jecie śmieci a śmieci jedzą was. Bo jest to pewnego rodzaju deklaracja. Bo jest to w jakiś sposób terapia. Bo po tym zawsze lepiej się czuję. Bo ścigam się tylko sam ze sobą. Bo dziś jest odcinek specjalny. Bo obchodzimy wspólnie mały jubileusz. Bo ludzie czytają już tylko Internet. Bo nie wiem o co chodzi w dzisiejszym klipie. Bo nie potrafię tańczyć za dobrze. Bo chciałbym żebyście wy tańczyli tak dobrze. Bo przypomina mi to nieco Saturatora. Bo świat potrzebuje więcej takich rzeczy. Bo świat nie jest na to gotowy. Bo dziś jest niedziela i to jest wasze kazanie. Bo jeśli mam czym, zawsze chętnie się podzielę. Bo uznałem, że czas już na to. Bo dawno nic nie było. Bo czas już kończyć. Bo następny klip jest już w kolejce. Bo mimo usilnych modłów, niebo nie pęka od tak na pół, a ziemia nie rozwiera się szeroko sama z siebie, by pochłonąć nas w całości. Bo zobaczymy się ponownie wkrótce.
Redakcja Undertone na koniec tego tygodnia wybiera się do Berlina, ale zamiast pakować się i przygotowywać do czekających nas tam przygód, ten piątek poświęciliśmy – jak zwykle – słuchaniu premier. Co z tego wynikło? Zobaczcie sami!
Jo Passed – Their Prime (25.05) // indie rock, noise rock
Kolejny tegoroczny debiut w barwach Sub Popu i kolejny strzał w dziesiątkę. Jo Passed to niby kapela indie rockowa, ale fani ładnych piosenek będą mieli tu niezły zgrzyt. Zespół lubuje się bowiem w hałasach i dysonansach godnych największych kapel noise rockowych. Dodajmy do tego shoegaze’owy wokal i często łamiące się rytmy i mamy prawdziwą bombę. A jednak gdyby poleciało to w jakimś “rockowym” radiu, nikt by chyba nie narzekał.
Ugory – Matko Ciszy (25.05) // sludge, ambient
Długo wyczekiwany krążek Ugorów nie zawodzi, a pozostawia po sobie prawdziwą dziurę w sercu i duszy. Tym razem do każdego utworu powstały osobne klipy, które idealnie dopełniają niepokojący klimat płyty. Tutaj możecie przeczytać, co sam zespół ma do powiedzenia na temat Matko Ciszy.
LICE – It All Worked out Great, Vol. 2 (24.05) // post-punk
Dlaczego LICE podzielili ten album na dwie części pozostanie tajemnicą, ale cóż – kontynuacja opisywanej kilka tygodni temu EPki trafiła do internetu, a zestaw dwóch płytek sprzedawany jest także fizycznie. “Dwójka” jest jednocześnie bardziej szalona i mniej szalona od “jedynki”. Cztery zawarte tu kawałki są dużo krótsze od tych z pierwszej części, a co za tym idzie – mniej w nich eksperymentów. Z drugiej strony od drugiego numeru do końca, EPka przewala się po słuchaczu jak huragan. I co ciekawe – pozostawia olbrzymi niedosyt. Polecamy słuchanie w zestawie.
Wooden Shjips – V. (25.05) // neo-psychedelia, space rock
Twórczość Ripleya Johnsona nie należy do szczególnie eklektycznej stylistycznie. Wręcz przeciwnie – czy to słuchając Moon Duo, czy Wooden Shjips od razu wiadomo, że za wszystkim stoi ten charakterystyczny brodacz. No ale jednocześnie nie schodzi on nigdy poniżej pewnego poziomu. I tak samo jest tym razem. Piąta – jak łatwo się domyślić – płyta Wooden Shjips to zbiór pięknych, psychodelicznych piosenek. Idealna do leniwego wylegiwania się na słońcu. Albo deszczu. Albo jak sobie chcesz. Polecamy.
Single/ EP:
None – Hypnophobia EP (19.05)// Coldwave
The Oh Sees – Overthrown (21.05) // psych-punk
Death Grips – Flies (22.05) // experimental hip hop
Amanda Palmer & Jasmine Power – Mr. Weinstein Will See You Now (23.05)
A.D. Mana – Body Of Glass (22.05) // post-punk, synth-pop
20 tydzień 2018 roku. 20/18. 2018. Taka anomalia zdarza się raz na 1000 lat! Prześlijcie ten artykuł 10 swoim znajomym. Jeżeli tego nie zrobicie, wylądujecie w piekle, gdzie co wieczór gra Iron Maiden, supportowany przez nasz niezawodny, polski Dżem. A tak całkiem serio – sprawdźcie dzisiejsze premiery szybko, zanim znajomi na wieczornej imprezie zapytają Was, czy już słyszeliście.
Parquet Courts – Wide Awake! (18.05) // art punk
Rzadko się zdarza, żeby tak surowo brzmiący zespół zaczął współpracę z wielkim producentem i wyszedł na tym dobrze. Chłopaki z Parquet Courts połączyli siły z Danger Mousem i… podporządkowali go sobie w zupełności. Wide Awake! to brzmienie z poprzednich płyt, tylko podkręcone do potęgi. I to samo można powiedzieć o zawartych na tej płycie piosenkach. Sprawa jest jasna – Parquet Courts to największy i najlepszy zespół pokolenia dzisiejszych 27-latków. A Wide Awake! to ich najlepsza płyta. Strach pomyśleć, co stanie się na następnych!
Courtney Barnett – Tell Me How You Really Feel (18.05) // indie rock
Już po pierwszej płycie tej Australijki wiedzieliśmy, że w indie rocku królowa jest tylko jedna. Drugi album potwierdza jej status, a nawet winduje jeszcze wyżej. Courtney co prawda brzmi tutaj znacznie mroczniej, smutniej a momentami nawet agresywnie, ale dalej składa te emocje w doskonałe, proste i niesamowicie przebojowe piosenki. W dodatku jest znakomitą tekściarką i choćby dlatego powinni jej posłuchać nawet ci, którym taka prosta, gitarowa muzyka nie siedzi.
Stephen Malkmus & The Jicks – Sparkle Hard (18.05) // indie rock
Pod powyższym teledyskiem na Youtubie jest komentarz o treści “Pavement never died”. I faktycznie, kolejna płyta Stephena Malkmusa udowadnia, że choć nie współpracuje już z dawnymi kolegami, to dalej najbliższy jego sercu jest indie rock, który sam zdefiniował w latach 90. I choć czasami z przekąsem uśmiecha się do młodszej publiczności, ozdabiając swoje piosenki chociażby auto-tunem, to wciąż można mieć wrażenie, że za chwilę Stephen zaśpiewa “Cut Your Hair”. A w przypadku tego pana to bardzo dobrze.
TT – LoveLaws (18.05) // art pop, trip hop
Solowa płyta Theresy Wayman – wokalistki i gitarzystki Warpaint utrzymana jest w stylistyce, która dominuje także na ostatnich płytach jej macierzystej kapeli. Mamy tu do czynienia z mrocznym art popem momentami bardzo mocno ocierającym się o trip hop – smutnymi, pięknymi piosenkami zdominowanymi przez głęboki, wolno sunący bas i elektronikę. Theresa ma trochę więcej wolności będąc jedyną wokalistką na tej płycie, dzięki czemu pozwala sobie na trochę więcej eksperymentów. Jednak każdy fan Warpaint i tak poczuje się słuchając tej płyty jak w domu. Chociaż zrobiło się w nim chwilowo bardzo smutno.
Pigeon – s/t (17.05) // post-punk, noise rock
Obserwujemy ten zespół od jakiegoś czasu z wielkim podziwem. Z tak wielkim, że nawet zdecydowaliśmy się zorganizować mu koncert. Ale osobiste emocje na bok – musimy powiedzieć, że warto było czekać na tę płytę. Taki noise rock to sama przyjemność do słuchania. Bo chłopakom z Pigeon nie zależy tylko na hałasie, a za baterią szumów i przesterów stoją całkiem zgrabne i przede wszystkim motoryczne piosenki. Warto. A teraz wracamy do osobistych emocji – kapelę warto zobaczyć też na żywo. Sprawdźcie ich 20 maja we Wrocławiu i dzień później w Warszawie!
The Plainviews – A Million Different Ways Of Saying Nothing At All (15.05) // noise rock
Wiecie, jak kochamy IDLES i bristolską scenę, więc tej EPki nie może tutaj zabraknąć. Za The Plainviews odpowiada bowiem sekcja rytmiczna tej kapeli, wraz z wokalistą zaprzyjaźnionego The St. Pierre Snake Invasion. Ciężar gatunkowy przesunięty jest tu zdecydowanie bardziej w stronę noise rocka niż post-punku, ale fani IDLES od razu wyłapią charakterystyczny bas i drugi wokal Adama Devonshire’a. Zadowoleni będą także ci, którym z IDLES nie po drodze, ale lubią szybki, głośny, szalony ale jednak bardzo piosenkowy hałas.
Soft Kill na swoim najnowszym albumie nie zaskakuje specjalnie, ale też nie nudzi. Serwują swoje najlepsze i najbardziej rozpoznawalne dźwięki, tak jak robili to Editors za złotych czasów Chrisa Urbanowicza. Tej charakterystycznej gitary nie da się pomylić z żadnym innym zespołem, a w połączeniu z melancholijnym głosem Tobiasa dostajemy ponad 40 minut przyzwoitego zimnofalowego grania.