Artykuł, Muzyka, News, Video

Sunday pRICZings, vol. 24

Zdarza mi się czasami nie rozumieć współczesnego świata. Tego, jak jest skonstruowany, jakie prawa nim rządzą oraz co tu się tak naprawdę odpierdala. Bywają momenty, podczas których wydaje mi się, że wszystko już tak bardzo było, że każda nowość jest tylko przeżutym kawałkiem wymiocin, które dawno temu były odchodami zapomnianej cywilizacji. Swoiste odpadki zamierzchłych czasów. Koprolit minionej ery…

Weźmy takie kino – jesteśmy atakowani bezwartościową blockbusterową papką dla milenialsów, którzy potrzebują non-stop akcji i nieskomplikowanej fabuły przez bite dwie godziny, bo inaczej jest szansa, że kiedy zabraknie wybuchów na ekranie, to odwróci ich uwagę komunikat na smartphonie. Remaki starych filmów to jakieś 50% nowości kinowych, następne kilkanaście procent to kolejne części hitów sprzed kilkunastu lat. Pomysły się kończą? Niekoniecznie. Zmieniła się po prostu uwaga ludzkości. Oryginalne scenariusze muszą być spychane na bok, bo mogą nie mieć szansy sprzedać się tak dobrze jak odgrzewane kotlety. A kiedy słyszę jak planowane są nowe wersje „The Crow” lub „Memento”, to czuję, jak zaczyna drżeć mi palec na przycisku „zniszcz świat” i zamykam powoli oczy w nadziei, że niedługo to się może wszystko skończyć…

To samo się tyczy seriali, sukces tych bardzo dobrych otworzył drogę do tysięcy średnich scenariuszy tasiemców, ciągnących się bez ładu i składu przez kilka sezonów. A alternatywa dla telewizji, czyli platforma Netflix, która miała dać ludzkości coś innowacyjnego i świeżego, serwuje głównie produkcje klasy B, które w zwykłej telewizji zginęłyby pod natłokiem mnogości kanałów i całego abecadła jakości podobnie gównianej treści. Gdzie ta rewolucja, bo chyba jej nie zauważyłem?

W muzyce można zauważyć podobną tendencję. Wszystko, co było ważne i mądre zostało powiedziane przed rokiem 2000, teraz mamy tylko mało odkrywcze próby wymyślenia czegoś nowego w gromadzie subkategorii muzycznych. Gatunki mieszają się, tworząc nowe twory, które są niewystarczająco dobre, żeby je zaliczyć do istniejących rodzajów muzyki oraz nie na tyle interesujące, żeby miały swój wpis na Wikipedii. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam crossovery, momenty, w których punkowa zadziorność miesza się z melancholią tworząc Post-punk, mroczna wrażliwość parzy się z horrorem tworząc Death Rock a elektronika spotyka bezduszne dźwięki z budowy rodząc muzykę post-industrialną. To są dźwięki, dla których warto żyć.

To żadna tajemnica, iż jestem fanem muzyki nietuzinkowej, uwielbiam, kiedy ktoś wychodzi poza ramy sztywnego gatunku i eksperymentuje bez ustanku. To świadczy zawsze tylko na korzyść muzyka, bo nie ma nic gorszego niż stagnacja i powtarzanie się w nieskończoność.

 Jednak spoglądając leniwie na współczesne trendy stwierdzam, iż jestem chyba przeżytkiem minionej ery.

Ostatnią nowością gatunkową na jaką się załapałem to ścieżka dźwiękowa do filmu „Spawn”, gdzie starły się ze sobą światy spod nazwy Industrialu, Rocka Alternatywnego oraz Elektroniki. A był to rok 1997… Jak na dłoni widać, że nie nadążam za tym, co się dzieje.

Wiele wspaniałej muzyki nie powstałoby, gdyby nie próby mieszania gatunków muzycznych. O ile świat byłby uboższy, gdyby różnoracy muzycy nie wpływali na siebie nawzajem i nie kombinowali w związku z tym z własną twórczością? Jak wiele by nas ominęło? Jak wiele rzeczy nie miałoby szansy ewoluować i dotrzeć w ten sposób do naszych uszu? Podejrzewam, że zostalibyśmy bezpowrotnie pozbawieni wielu dźwiękowych rozkoszy.

I znowu spróbujcie to zrozumieć – nie jestem tym przegranym typem, który dzierży ze sobą flagę z napisem „kiedyś to było lepiej” gdzie tylko się pojawi. Zdarzają się wciąż rzeczy fajne i ciekawe, i mimo iż nie tak ciekawe jak w przeszłości, potrafię rozpoznać własny młodzieńczy entuzjazm i wiem, że nic nie będzie w stanie poruszyć tych strun w mojej duszy, jak to miało miejsce za lat pacholęcych. Jednak wciąż z dziecięcą ciekawością spoglądam w przyszłość, licząc, że pojawi się jeszcze kiedyś coś, co przeniesie mnie za swoją sprawą w inną rzeczywistość.

Co mnie jednak nurtuje w tym momencie najbardziej to to, czy świat bardzo by ucierpiał, gdyby nie powstał zespół, który jest bohaterem dzisiejszego kazania?

Co dokładnie działo się w głowach tych Cholos, kiedy postanowili nadać gangsterskim rapsom nieco gotyckiego sznytu? Tak bardzo nie potrafię tego zrozumieć, iż podczas projekcji łapię się na tym, że szczypię się w ramię, by sprawdzić, czy czasami nie śnię albo wyobrażam sobie, że oglądam w tym właśnie momencie jeden z odcinków „Tim & Eric Awesome Show, Great Job!”. Absurd goni absurd w każdym kolejnym wersie a w połączeniu z muzyką tych O.G.’s całość dodaje nowego znaczenia wyrażeniu „ja pierdolę”. Mój pierwszy raz z ich twórczością był tak ciężką banią, iż skondensowany strzał z wszystkich odlotów, które w życiu przeżyłem, nie miałby takiej siły ognia jak te kilka minut sam na sam z „Prayers”.

Jarają się goci, jarają się wytatuowani latynosi, jarają się pitchforki, jarają się hipsterzy. A ja z niedowierzaniem kręcę głową i zastanawiam się, co będzie następne? Kto i kiedy wpadnie na pomysł, żeby połączyć Reggae z Industrialem? Kiedy nadejdzie czas na gatunek taki jak Black Metal Ska? Sludge Drone Disco? Bossa Nova Mathcore? Kawaii Blues Tekno? A jeśli to już istnieje, to proszę mnie pozostawić w bezpiecznym kokonie mojej nieświadomości, gdyż nie wiem czy moja głowa jest w stanie przyjąć więcej…

 

 

Artykuł, News

Undertone Files: Czego nie wiesz o Youth Code

Już w kwietniu do Polski zawita po raz pierwszy jeden najlepszych aktualnie zespołów nowej fali industrialu – Youth Code. Zagra w warszawskiej Hydrozagadce 6 kwietnia (po koncercie wpadajcie koniecznie do Pogłosu na The KVB!) i dzień później w Poznaniu w Pod Minogą.

Sara i Ryan to prawdziwe sceniczne bestie, o czym przekonacie się już niedługo. Ale zanim to nastąpi – podrzucamy garść informacji na temat zespołu, które mogą Was zaskoczyć.

Otwierali występy Skinny Puppy

Sara nie miała wcześniej doświadczenia w koncertowaniu (Ryan był wokalistą w zespole Carry On), jednak, jak się szybko okazało, odnaleźli się razem na scenie bez problemu. Po wydaniu albumu w Dais Records zespołem zainteresował się Nivek Ogre i zaprosił ich na wspólną trasę. Namaszczeni przez samego ojca industrialu szybko zostali zaakceptowani przez publikę.

Jednak wcześniej nie było zbyt kolorowo – Sara i Ryan grali razem z Suicide Commando a później z AFI, gdzie ich występy nie zostały dobrze przyjęte. Ryana niespecjalnie to zdziwiło – “Tak naprawdę to nigdzie nie pasujemy. Dzieciaki po koncercie porównywały nas do dubstepowego Crystal Castles. Ale ta trasa wiele nas nauczyła “.

Są ciągle w trasie

Przynajmniej Sara. Już jako nastolatka była nieustannie w trasie – sprzedawała merch dla takich zespołów, jak Suffocation czy High on Fire. Jest też tour managerem – chociażby naszego rodzimego Behemotha. Swoją drogą – to właśnie podczas jednej z tras z Behemothem Sara kupiła pierwszy syntezator i kilka tygodni później wymyśliła nazwę Youth Code.

Mam zespół, nazywa się Youth Code

W wywiadach Sara wielokrotnie przyznaje, że nikt z jej znajomych nie wierzył, że może mieć zespół. Sama historia jego powstania jest dosyć zabawna. W sklepie z winylami, w którym pracowała, zorganizowano event, na którym miały zagrać zespoły pracowników. Występ Youth Code miał być jednorazowym wydarzeniem z tej okazji, ale szybko zmienili zdanie. We wkładce kasety wydanej po ich debiutanckim koncercie można było znaleźć napis “We Were Never Supposed to be a Band”.

Joshua Eustis był ich producentem

Kojarzony z takimi zespołami jak Telefon Tel Aviv, Nine Inch Nails czy The Black Queen – Joshua Eustis jest odpowiedzialny za jedno z lepszych wydawnictw Youth Code – A Place to Stand. EP zebrało pozytywne recenzje na portalach typu Pitchfork (“pierwszorzędny EBM”) i Rolling Stone (“15 genialnych albumów, których nie słyszałeś w 2015 roku“).

Chelsea Wolfe poleca

Romans Youth Code i Chelsea trwa od dawna, co zaowocowało świetnym remiksem i wspólną trasą koncertową. Sara i Chelsa wspólnie wykonywały na koncertach utwór “Vex” Wolfe, a ekipa z magazynu Revolver dołączyła do nich na jakiś czas, dzięki czemu możecie obejrzeć ten świetny mini dokument:

Nadchodzi nowy album

Pomimo ciągłego bycia w trasie, Sara i Ryan znajdują czas na pracę nad nowym albumem. Na razie nie wiemy nic więcej poza tym, że powoli powstaje. Co jakiś czas na Instagramie możemy zobaczyć jak Ryan bawi się dźwiękami, jednak na konkrety musimy poczekać. Może na polskich koncertach uda się usłyszeć nowy materiał?

Youth Code zagra w Polsce dwa razy:

6 kwietnia @ Hydrozagadka, Warszawa (wydarzenie)

7 kwietnia @ Pod Minogą, Poznań (wydarzenie)

Bilety do kupienia na WiniaryBookings

Muzyka, News, Video

Sunday pRICZings, vol. 23

Staliśmy się generacją hejtu, pokoleniem narzekaczy, parantelą antypatii, żałosnym okresem w historii ludzkości gdzie przyklejeni do ekranów monitorów wygłaszamy swoje chorobliwe prawdy, ukryci w bezpiecznych odmętach internetu. Dzięki globalnej sieci jeszcze nigdy ludzkość tak bardzo zbliżając się do siebie, nie odpychała się jednocześnie, wściekle zatracając się w bezsensownych szarpaninach, które w realnym świecie nie mają żadnego znaczenia.

Jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji będzie możliwość zablokowania dodawania własnych komentarzy na blogach, portalach społecznościowych oraz wszędzie tam, gdzie tylko jest taka możliwość. Jeśli nie chcemy doprowadzić do eskalacji problemu, musimy zablokować opcję wyrażenia opinii każdemu, komu się wydaje, że powinien takową wygłosić. Nieważne czy pochwalna, czy nie, musimy osiągnąć niełatwy kompromis. A jeśli już masz nienawidzić czegoś to najlepiej jest nienawidzić wszystkiego, wtedy łatwiej jest bez cienia żenady spojrzeć sobie w twarz w lustrzanym odbiciu.

I bardzo często sam łapię się na tym, że jestem bliski wypowiedzenia się na temat palącej mnie kwestii w internecie, ale zdaję sobie prawie natychmiast sprawę, że nie ma to większego sensu, bo każdy ma swoją własną wyrobioną opinię na dany temat, która jest praktycznie nie do obalenia, gdyż zwykle ktoś tak usilnie i mocno wierzy w swoją prawdę, iż dzięki temu staje się ona jedyną słuszną dla tej osoby i nikt ani nic nie będzie w stanie tego zmienić. Więc nie robię nic i z niemałym uczuciem wyższości przesuwam palcem w dół bądź przechodzę pod inny adres, gdzie nie muszę babrać się w jednym szlamie z całą resztą tych chorych na głowę internetowych fanatyków. Opinie innych ludzi zwykle są mylne, bo przecież nie należą do Ciebie, no nie?

Przejmują się zawsze najbardziej ci, którzy nie mają własnego życia. Jeśli mi się coś nie podoba, to odwracam po prostu głowę i staram się już o tym za wiele nie myśleć. Ludzie w tym kraju mają tendencję do mówienia Ci, jak masz się ubierać, jak się zachowywać, jak myśleć, jak wierzyć, jak kochać, jak nienawidzić. Lecz są to tylko półśrodki, które zamazują skrzętnie rzeczywistość. Nienawidzić wszystkiego i wszystkich na równi — to jest jedyna odpowiedź. Droga przyszłości oraz ratunek dla rasy ludzkiej. Vademecum na psychopatię rodzaju ludzkiego…

Gdy Trump zacznie z Putinem wymieniać się głowicami nuklearnymi na niebie, niczym w jakieś chorej i pokręconej rozgrywce meczu ping ponga, a nad naszymi głowami zaczną latać bomby przypominające w swym locie spadające gwiazdy, nic z tego nie będzie miało znaczenia. Wszyscy skulimy się w geście obronnym w tym samym momencie i żadne podziały nie będą nikogo obchodzić. I gdy opadnie kurz, wszystkie twarze będą tak samo umorusane promieniotwórczym pyłem a opad radioaktywny spadnie bez wyjątku każdemu na głowę. Utopia na zawsze pozostanie utopią a niestety, apokalipsa jest tuż na wyciągnięcie ręki.

Weźmy takiego Silverio na przykład. Gość, który ma w logo czerwone majtki, a które często bywają jedyną częścią jego garderoby podczas występów na żywo, nie może brać wszystkiego na serio. Typ kładzie lachę na dosłownie wszystko i wszystkich i jest to postawa godna największej pochwały. Tylko w tak beznadziejnym świecie jak ten, ludzie pokroju Silverio potrafią wlać w nasze serca spokój o przyszłość rasy ludzkiej. A jeśli nawet apokalipsa nie przeszkadza temu pinche cabrón w niczym, to gdzieś w środku czuję, że Silverio będzie właśnie tym gościem, który wybije rytm swoistego Danse Macabre na zgliszczach naszego społeczeństwa w nieodłącznych czerwonych galotach, śpiewając głośno „Tu casa es mi casa”, jednocześnie paląc sobie stopy na rozżarzonym tłuszczu z ludzkich ciał i rozsypując wszędzie popiół z pogorzeliska niedawnej cywilizacji, który będzie owijał się wokół niego i tańczył wraz z nim ten nienaturalny electropunkowy taniec końca świata…

Piękna wizja, zaprawdę powiadam wam. Wyobraźcie to sobie tylko.

Muzyka, News

Nie znasz #10

Z dziesiątym odcinkiem Nie Znasz wracamy po krótkiej przerwie. W jej trakcie opisywani kilka tygodni temu Artificial Pleasure ogłosili koncert na Soundrive Festivalu a wspomniany w poprzedniej części Netherfriends zdołał nagrać dwie płyty. Brzmi jak kawał czasu, prawda? No cóż – te długie dwa tygodnie wynagradzamy leczniczym dream popem z Walii i rewelacją zakończonego SXSW. Zapraszamy!

Continue Reading “Nie znasz #10”

Muzyka, News

Nie znasz #9

Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego tygodnia, w dziewiątym Nie Znasz nie mogło zabraknąć ciekawej artystki, która zaprezentuje się niedługo na teksańskim SXSW. Oprócz niej przeczytacie także o kimś, kto na festiwalu będzie, ale nie wystąpi i o zespole, który póki co do Austin się nie wybiera, ale na naszych łamach po prostu musiał się znaleźć. Zapraszam!

Continue Reading “Nie znasz #9”

Muzyka, News

Nie znasz #8

Marzec – ulubiony miesiąc dla miłośników niszowej muzyki. Niedługo zaczyna się ich ulubiony festiwal – SXSW w Austin, czemu jak zwykle towarzyszy wysyp doskonałych i często niedocenianych płyt. Chcąc, nie chcąc – w tym miesiącu w Nie Znasz oscylować będziemy wokół teksańskiego wydarzenia. No i zbliża się Dzień Kobiet – w dzisiejszym odcinku to także nie jest bez znaczenia!

Continue Reading “Nie znasz #8”

Muzyka, News, Video

Sunday pRICZings, vol. 20

Żyjemy w świecie, w którym Disco Polo wraca do łask po latach spędzonych na marginesie społecznym i niczym złośliwy nowotwór atakujący kolejne narządy ludzkie, kaleczy umysły coraz większej rzeszy nieświadomych ludzi; porno jest przestarzałe, łatwo dostępne i nudne i nawet to puszczane na Mango.tv wieczorną porą nie pozostawia już żadnych złudzeń co do tego, co kryje się pod tanim blurem; byle hipster jest wytatuowany od stóp do głów jak najbardziej hardkorowe gwiazdy rocka w latach 90. a dzisiejsi raperzy wycinają sobie skalpelem wzory na twarzach i podwieszają się pod sufitem na haczykach niczym członkowie trupy cyrkowej Jima Rose’a; Mefedron w czasach świetności sklepów z dopalaczami pogardzany i wyśmiewany przez techno brać, dziś zażywany w gigantycznych ilościach na wszelkich masowych imprezach, robiąc nie tylko niemałe spustoszenie w nozdrzach, ale także czyniąc nieodwracalną krzywdę samemu mózgowi. Continue Reading “Sunday pRICZings, vol. 20”

Muzyka, News

Nie znasz #6

Luty w pełni, wszystkie podsumowania poprzedniego roku za nami. Można w pełni skupić się na nowościach. W szóstej części „Nie Znasz” pytamy wielkie głowy z BBC, co zarządzi naszymi odtwarzaczami w 2017. Najpierw poznajcie jednak moją ulubioną płytę stycznia.

Continue Reading “Nie znasz #6”