Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 12/18

W zeszłym tygodniu zapowiadaliśmy burzę i oto jest. Dzisiejsze zestawienie nie zachwyca co prawda liczbą płyt, ponieważ standardowo odrzucamy rzeczy, których raczej nie polecamy (Jack White, ty łobuzie!). Takich zawodów trafiło nam się kilka, ale to na co najbardziej czekaliśmy okazało się świetne. W efekcie trzy z czterech poniższych płyt są dla nas kandydatami do płyt miesiąca. Pokłóciliśmy się o to, która jest najlepsza i teraz się do siebie nie odzywamy. Super. W każdym razie:

HIDE – CASTRATION ANXIETY (23.03)

 

Jak podaje last.fm, hide to j-rockowy muzyk zmarły w 1998 roku… ale my nie o tym. HIDE to świeży narybek w Dais Records, chociaż na scenie funkcjonują już od 2014 roku i mają za sobą kilka EPek. Castration Anxiety ma bardzo duszny nastrój, jest mrocznie, ponuro i bardzo industrialnie. Nie bójcie się, właśnie odkryliście płytę marca.

Sol Invictus – Necropolis (23.03)

 

Czy to ostatni album Sol Invictus? Takie złowieszcze wnioski można przeczytać w niektórych recenzjach Necropolis. Album opowiadający o budowie kolei do przewożenia piętrzących się w Londynie trupów oraz powolnym upadku moralnym miasta – trzeba przyznać, że byłoby to piękne pożegnanie. Tony Wakeford jest w doskonałej formie, a od Necropolis nie da się oderwać.

Preoccupations – New Material (23.03)

Matt Flegel obiecał w wywiadzie z nami, że Preoccupations wydadzą tę płytę na wiosnę i słowa dotrzymał – premiera nastąpiła już w jej pierwszym tygodniu. Klimat jednak jest tutaj mało wiosenny – “New Material” to najsmutniejsza, ale zarazem najbardziej przystępna płyta w dorobku Kanadyjczyków. Zespół odchodzi od noise’u rodem z debiutu w kierunku czystego coldwave’u. Mimo wszystko fani  od razu wychwycą elementy charakterystyczne dla tej ekipy, dzięki którym Preoccupations wciąż wyróżniają się na tle setek zespołów z tego gatunku. Złoty środek. Świetny album.

Sunflower Bean – Twentytwo in Blue (23.03)

Sunflower Bean swoim drugim albumem dają jasno do zrozumienia, że dotychczasowa łatka “nadziei neo-psychodelii” jest dla nich zdecydowanie zbyt ciasna. I choć ciągle słychać tu psychodeliczne wpływy, zespół kieruję się bardziej w stronę pop rocka, momentami kojarząc się nawet z Fleetwood Mac. Pewnie część dotychczasowych fanów będzie miała z tym problem, ale trio zdaje się tym nie przejmować i w nową rolę wchodzi pełne animuszu. I słusznie – zapamiętajcie tę nazwę, bo niedługo będzie całkiem wysoko na festiwalowych plakatach.

 

Jesteśmy na Spotify:

Artykuł, Muzyka

Soundtrack mojego życia: Youth Code

Już na początku kwietnia do Polski po raz pierwszy przyjadą Sara i Ryan z Youth Code – zobaczymy ich w warszawskiej Hydrozagadce i poznańskim klubie Pod Minogą. W samym środku europejskiej trasy znaleźli chwilkę, żeby opowiedzieć nam o swoich muzycznych wspomnieniach i inspiracjach.

Album, który powinni znać wszyscy, a z jakiegoś powodu jest niedoceniony

 

Sara: “Prick – Self Titled” wydany w wytwórni Trenta Reznora (Nothing Records) w 1995 roku. Niesamowity industrialny pop-rock z tym wyjątkowym brzmieniem lat 90-tych i NIN-ową produkcją.

 

Ryan: “Trepaneringsritualen- Kainskult”. Ponury industrial z przytłaczającą atmosferą.

Artysta, który zmienił moje życie

 

Sara: Marilyn Fucking Manson!

 

Ryan: Youth Of Today

Pierwszy album kupiony za własne pieniądze

 

Sara: “Snoop Dogg- Doggystyle”. Niestety moja mama znalazła tę kasetę w moim pokoju i kazała mi ją oddać do sklepu 🙁

 

Ryan: “Metallica- Master of Puppets”

Mój pierwszy koncert

Sara: Family Values Tour 1998. Miałam trzynaście lat. Zobaczyłam Rammstein i Orgy, ten wieczór zmienił moje życie!

Ryan: Rod Stewart. Byłem bardzo bardzo młody, moja mama mnie zabrała.

Wymarzona współpraca muzyczna

Sara: Inspiruje mnie tylu artystów… ciężko zdecydować się na jeden zespół.

Ryan: Nie jara mnie myśl o nagraniu splita z innym zespołem. Ale jeżeli mam być szczery, rozmawialiśmy na ten temat z ludźmi, których podziwiamy. Nie mogę nic więcej powiedzieć, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.

Mój ulubiony artysta

Sara: Marilyn Fucking Manson!

Ryan: Nie mam ulubionego artysty. Słucham praktycznie wszystkiego – od folku do industrialu. Nie potrafię wybrać jednego!

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 10/18

W porównaniu z poprzednim tygodniem, zestawienie aktualnych premier jest trochę skromniejsze. Dziesiąty tydzień 2018 roku nie obfituje w premiery, ale za to w duże nazwiska. Znajdzie się coś dla każdego!

Ministry – AmeriKKKant (09.03)

 

Komentarz Ministry do tego, co aktualnie dzieje się w USA i na świecie był tylko kwestią czasu – pomimo, że Al już 10 lat temu zapowiadał, że nie nagrają nic więcej. Na szczęście nie ma się czego wstydzić, bo ameriKKKant to kawał wkurwionego, industrialnego grania. Słuchając Antify ciężko znaleźć kontrargument na zarzut, że powtarzają te same patentyale ciężko też zaprzeczyć, że to naprawdę dobry singiel. Jest kilka smaczków na albumie, ale jeżeli byliście na bieżąco z zapowiedziami, już raczej nic Was nie zaskoczy. A jeżeli nie byliście – oszczędźcie sobie nerwów i nie oglądajcie klipów.

Young Fathers – Cocoa Sugar (09.03)

 

Niby wszystko okej, ale brakuje mocnych akcentów jak w przypadku poprzednich wydawnictw. Tak naprawdę wszystkie single (poza TOY), które zostały wypuszczone przed premierą, to na szczęście najsłabsze punkty Cocoa Sugar, mimo to cały album jest dosyć płaski. Z jednej strony słychać dojrzałość i drogę, jaką chłopcy przeszli od pierwszej i drugiej kasety, z drugiej utracili ten brud i zadziorność i są po prostu kolejnym alternatywnym zespołem polecanym przez Pitchfork. Mimo to ich występy na żywo to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogą Wam się przytrafić w życiu, tak więc jeżeli już macie bilety na Open’era, koniecznie się na nich wybierzcie!

David Byrne – American Utopia (09.03)

W kontekście Open’era to kolejna ważna premiera z tego tygodnia. David Byrne powraca po sześciu latach (Chociaż z całkowicie solowym materiałem po dziesięciu) i przypomina wszystkie atuty, z których niegdyś słynął. Mimo, że porusza się w całkiem stonowanej estetyce, każdy kawałek wyróżnia się jakimś ciekawym smaczkiem. A to pojawi się niemal prymitywny, komputerowy bit, a to nieśmiało przewinie się gdzieś klawesyn czy sitar, a to – tak jak w zdecydowanie najlepszym utworze na płycie (“I Dance Like This”) – przywali w nas mocny, industrialny hałas. Warto posłuchać i z pewnością warto zobaczyć za kilka miesięcy w Gdyni.

August Greene – August Greene (09.03)

Wbrew pozorom nie jest to solowe dzieło jakiegoś debiutanta, a nowy projekt Commona, w którym towarzyszą mu kompozytor i pianista jazzowy – Robert Glasper i perkusista, a zarazem producent – Karriem Riggins. Początkowo ich współpraca miała przynieść jeden kawałek do dokumentalnej produkcji Netflixa – “13th”, ale ewoluowała w całą płytę. Oczywiście świetną. “August Greene” to pozycja obowiązkowa dla fanów jazz rapu i jedna z ładniejszych płyt hip-hopowych tego roku.

Złota Jesień – W tobie nie jestem sobą (08.03)

Trudno uwierzyć, że to dopiero druga pełnoprawna płyta tego warszawskiego zespołu. Złota Jesień zdążyła zbudować sobie już niemal kultowy status – i to nie tylko w stołecznym podziemiu. Na “W tobie nie jestem sobą” króluje światowej klasy noise rock spod znaku chociażby Gnod. Sześć kawałków o nieustannie zmieniającej się dynamice, lo-fi wokal i okazjonalne samplowane wstawki. Wszystko się zgadza.

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 9/18

Dziewiąty tydzień przynosi nam największą liczbę ciekawych premier od początku roku. Od tygodnia siedzimy, słuchamy i przebieramy co lepsze kawałki. Mamy tu wszystko – wyczekiwane powroty, dzieła życia i debiuty. Na odsłuchanie wszystkiego nie wystarczy dnia, ale i tak – sprawdźcie sami!

The Breeders – All Nerve (02.03)

Najgłośniejszy powrót tego tygodnia. Nie dość, że to pierwsza płyta ekipy Kim Deal od dziesięciu lat, to jeszcze nagrana w składzie, który do tej pory stworzył tylko jeden album – legendarny “Last Splash” z 1994 roku. Jest – jak sam tytuł wskazuje – nerwowo, momentami chłodno, a przez cały czas ciekawie. Póki co, główny pretendent do reunionu roku!

Suuns – Felt (02.03)

A skoro przy nerwach jesteśmy, to zupełnym przypadkiem tego samego dnia premierę ma album kanadyjskich mistrzów nerwowego grania. Ja spiąłem się od samego spojrzenia na okładkę (Ten balonik zaraz pęknie!), a to tylko przedsmak tego, co czeka na nas w warstwie muzycznej. Nerwy napięte jak postronki, hałaśliwe plamy akompaniujące pięknym, nieco zrezygnowanym liniom wokalnym. Takich Suuns pokochaliśmy!

Going Swimming – Sultans Of Swim (02.03)

Chwilę wytchnienia od tych wszystkich nerwów zapewniają Australijczycy z Going Swimming. Ich druga płyta to idealny dowód na to, że da się zrobić podręcznikową, surf-rockową płytę, wykorzystując wszystkie zgrane już w tym gatunku patenty, a przy tym ciągle brzmieć świeżo. Australia ma się ostatnio dobrze pod względem takiej słonecznej muzyki (Ciekawe czemu?), więc tym, którzy na początku marca potrzebują doświetlenia i trochę ciepła, polecamy patrzeć właśnie w tamtą stronę.

Moaning – Moaning (02.03)

Z drugiej strony – jak jest zima to musi być zimno. O dziwo, potwierdzenie tej teorii przychodzi do nas z Los Angeles. Debiut nowych podopiecznych Sub Popu czerpie garściami z najlepszych dokonań A Place To Bury Strangers, czy popularnych ostatnio Soviet Soviet. I choć można przyczepić się do Moaning, że praktycznie odtwarzają, zamiast oferować coś od siebie, to robią to zgrabnie i w dobrym smaku. A przecież chłodnego post-punku nigdy za wiele, prawda?

Anna von Hausswolff – Dead Magic (02.03)

Dla tych, którym jeszcze mało chłodu i ciemności, pozycją obowiązkową spośród dzisiejszych premier jest “Dead Magic” – największe dotychczas dzieło szwedzkiej królowej darkwave’u. Zaplanowane jako jedna, długa piosenka, ostatecznie zostało rozbite na pięć efektownych części. Warto posłuchać nie tylko dla wspaniałego głosu Anny, ale także wzbogacających brzmienie organów – nagranych w całości w kopenhaskim Marmurowym Kościele. Robi wrażenie!

Rolo Tomassi – Time Will Die and Love Will Bury It (02.03)

O dziele życia można też mówić w przypadku angielskich mathcore’owców z Rolo Tomassi. Wydana dzisiaj płyta już na kilka tygodni przed premierą została zgodnie okrzyknięta najbardziej różnorodną i najlepszą w 13-letniej karierze zespołu. Chaos przeplata się tutaj z jazzową precyzją i czystymi, nastrojowymi motywami. Zdecydowanie jest to album dla tych, którzy jeszcze nie pogodzili się z rozpadem The Dillinger Escape Plan. Ale także tych, którzy jarają się Code Orange.

Titus Andronicus – A Productive Cough (02.03)

Wydany dwa lata temu album koncertowy Titus Andronicus nazywał się “Stadium Rock”. Jeszcze wtedy trzeba było zmienić słowo “rock” na “punk” aby scharakteryzować muzykę zespołu Patricka Sticklesa. Na “A Productive Cough” nie trzeba już nic zmieniać.  Choć Sticklesowi nie brakuje punkowej werwy, środek ciężkości na tej płycie przenosi się w stronę folku, country i gospel. Jest w tym wszystkim dużo przepychu, ale słucha się bardzo dobrze. Bruce Springsteen i Bob Dylan (w osobliwy sposób coverowany na tej płycie) przybijają sobie piątkę – mają godnego następcę.

Soccer Mommy – Clean (02.03)

Choć ukrywająca się pod tym pseudonimem Sophie Allison ma na swoim koncie dwie płyty, to właśnie “Clean” uważa za swój pełnoprawny debiut. O dwudziestolatce może być niedługo głośno, bo płyta wypełniona jest naprawdę dobrymi, bedroom-popowymi piosenkami. Sophie za swoje największe inspiracje uważa Mitski, Taylor Swift i miasto Nashville. To zabawne, ale lepszego opisu jej muzyki, niż połączenie tych trzech punktów, po prostu nie ma.

The Men – Drift (02.03)

Nie ma się co oszukiwać – ta płyta, jak w zasadzie każdy album The Men – wywoła mieszane reakcje. Ale ten zespół to nadal bardzo ważne zjawisko w noise rocku. “Drift” – już tradycyjnie – nie przypomina żadnej z dotychczasowych płyt zespołu. Tym razem więcej tu post-punkowego basu, klawiszy i saksofonu. Można trafić tu na ładną popową piosenkę (“Rose on Top of the World”), ale całe show kradnie pierwszy kawałek – doskonałe “Maybe I’m Crazy”. Dajcie im szansę!

Jesteśmy na Spotify:

Artykuł, Muzyka

NewTone: premiery 8/18

Jako że jesteśmy bardzo zajęci i nie mamy na nic czasu, postanowiliśmy ruszyć z nowym cyklem na Undertone. Co tydzień będziemy Wam dostarczać najświeższe tytuły, które – naszym zdaniem – są warte uwagi. Z okazji pierwszego odcinka pozwoliliśmy sobie nagiąć trochę zasady i podrzucić też kilka premier, które miały miejsce trochę wcześniej. Enjoy!

American Nightmare – s/t (16.02)

Czekaliśmy na tę płytę, od kiedy Wes Eisold, zapowiedział nam ją podczas zeszłorocznego wywiadu. Nie zawiedliśmy się. American Nightmare powraca z 19 krótkimi, lecz intensywnymi minutami hardcore’u, który momentami ucieka w zimne rejony bliższe jego drugiej kapeli – Cold Cave (“Colder than Death”).

FRIGS – Basic Behaviour (23.02)

Pełnoprawny debiut jednego z najciekawszych projektów z Toronto. Zgrabnie poruszają się po wszystkich meandrach post-punku – od mroku po noise – a wszystkiemu towarzyszy zachrypnięty i bardzo ciekawy żeński wokal. Fani kanadyjskiego chłodu będą zachwyceni.

Turnstile – Time & Space (23.02)

Hardcore’owa kapela z Baltimore zasłynęła poprzednią płytą, na której połączyła ten gatunek z funkowym vibem i chwytliwymi melodiami. Na “Time & Space” kontynuuje, a nawet pogłębia swoje eksperymenty. Efekt jest doskonały!

Insecure Men – Insecure Men (23.02)

Debiutancki album nowego projektu lidera Fat White Family – Saula Adamczewskiego. Płyta powstała, gdy Saul został poproszony o chwilowe opuszczenie macierzystej formacji, ze względu na swój uciążliwy problem narkotykowy. Po wyjściu z odwyku, muzyk rozpoczął współpracę ze swoim kolegą z dzieciństwa, a zarazem muzykiem Childhood – Benem Romans-Hopcraftem i stworzył swoją najbardziej pozytywną, choć wciąż balansującą na granicy dobrego smaku, płytę.

Krzysiek

Carpenter Brut – Leather Teeth (22.02)

Francuski wojownik retro wave’u powraca. Dalej wyciąga z lat 80-tych to, co najlepsze, zgrabnie balansując na granicy kiczu i zbyt dużej ilości lakieru do włosów. Carpenter Brut to produkt kompletny, dlatego, pomimo ery spotifaja, sprawdźcie koniecznie oprawę wizualną Leather Teeth.

Fischerspooner – Sir (16.02)

Casey i Warren wydali album po 9 LATACH milczenia. Przez ten czas sporo się zmieniło i chyba już większość z nas zapomniała o electroclashu. Panowie próbują odświeżyć swoje brzmienie, a wtóruje im w tym Michael Stipe, odpowiedzialny za produkcję. Źle nie jest, super też nie. Ale warto posłuchać chociażby z czystego sentymentu.

Haunting – Servants Will Serve (22.02)

Świeżynka z prężnie rozwijającego się net labelu 36. Już macie do czego tańczyć w ten weekend. Idealnie wyważona mieszanka house i idm, jak można przeczytać w opisie: To z jednej strony album parkietowy i impulsywny, z drugiej na swój sposób refleksyjny oraz powściągliwy. Nic dodać, nic ująć.

Agata

Jesteśmy na Spotify:

Ogłoszenia

POLECAMY: Amenra i Boris w Progresji

Knock Out Productions prezentuje wspólny koncert Amenra i Boris w Warszawie! Na wydarzenie zapraszamy 24 lutego 2018 roku do warszawskiego klubu ProgresjaObydwa zespoły przyjadą do Polski promować swoje najnowsze wydawnictwa. Grupa Amenra w październiku świętowała premierę doskonałego albumu „Mass VI”, natomiast japoński Boris kilka miesięcy wcześniej, nakładem Sargent House wydał płytę „Dear”.

AMENRA (Belgia) 

Już blisko 20 lat wokalista Colin H. van Eeckhout i gitarzysta Mathieu Vandekerckhove odprawiają dźwiękowo-wizualne msze pod szyldem Amenra, dokumentując to kolejnymi płytami ze słowem “Mass”. Rok 2017 przyniósł mszę numer sześć, odprawioną pięć lat po poprzedniej. Kościół Ra (The Church Of Ra), czyli artystyczny kolektyw, jaki ponad dekadę temu założyli muzycy z belgijskiego Kortrijk, jak zwykle przenosi słuchaczy w mroczny, niepokojący świat, pełen bólu, straty, miłości.

 

Przenoszeni jesteśmy od 1999 roku, bo wtedy do Colina i Mathieu dołączył perkusista Bjorn J. Lebon i Amenra zaczął tworzyć swoje artystyczne kazania. Niedługo później zespół rozpoczął wygłaszanie ich poza Belgią i dotarł również do Polski (chociażby niezapominane “msze” podczas Asymmetry Festival). Zachwycają swobodą i inteligencją, z jaką potrafią łączyć różne gatunki, stopniować emocje, żonglować nimi. “Mass VI” opisana została jako muzyka, którą powinno się posłuchać, jeśli wiadomo jest, że wkrótce nadejdzie koniec świata. Oby prędko nie nadszedł, bo świat potrzebuje takich umysłów, jakie mają Belgowie.
Sprawdź, jeśli lubisz: Neurosis, Cult Of Luna, Celeste, Oathbreaker…

BORIS (Japonia)

Bezkompromisowi Japończycy w 2017 roku obchodzili piękny jubileusz 25-lecia. Boris powstał w 1992 roku w Tokio z inicjatywy basisty, wokalisty i gitarzysty Takeshiego Ohtani i gitarzystki, grającej również na klawiszach oraz udzielającej się wokalnie Mizuno Yoko zwanej Watą. Cztery lata później składu dopełnił perkusista i wokalista Atsuo Mizuno.

Japońska formacja to artysta polecany przede wszystkim tym, którzy lubią muzyczne niespodzianki. Chociaż opisaliśmy ich stylistykę jako mieszankę doomu, elementów psychodelicznych i dźwiękowych eksperymentów, tak naprawdę dodać można do opisu, chociażby takie etykietki jak drone, noise, post metal, ambient, shoegaze, crust punk, industrial, a nawet J-pop.

Boris to jeden z najciężej pracujących zespołów na świecie. Przez 25 lat istnienia japońska formacja nagrała 24 albumy studyjne, sześć koncertowych, kilkanaście EP-ek. Jeżeli do tego dodać ciekawe kolaboracje formacji, choćby z Merzbowem, Sunn O))), czy z Ianem Astburym z The Cult, dorobek robi się ogromny. Do Polski wyjątkowe trio przyjedzie promować materiał, który ukazał się w urodzinowym roku, płytą “Dear” z 2017 roku, znakomicie ocenioną przez recenzentów.
Sprawdź, jeśli lubisz: Sunn O))), Melvins, Earth, Sleep, Nadja, Sigh, Neurosis…

Kiedy: 24 lutego (sobota) 2018
Gdzie: Warszawa @ Progresja, ul. Fort Wola 22
Bilety: 80 zł – przedsprzedaż, 90 zł – w dniu koncertu
Organizator: Knock Out Productions

Wydarzenie na facebooku // Bilety

 

Ogłoszenia

POLECAMY: IAMX w Warszawie

IAMX powraca z nowym albumem i już 23 marca wystąpi na deskach Progresji! 2 lutego odbędzie się premiera nowego albumu IAMX. Na krążku znajdziemy dużo elektroniki w połączeniu z rockowym zacięciem oraz Kat von D. Album “AINL” został nagrany i zmiskowany przez Cornera na pustyni w Kalifornii. Nowa produkcja zawiera dziewięć utworów, które pozostają w klimacie alternatywnej elektroniki wzbogaconej wyjątkowym wokalem Corner’a.

“Pustynia to biały szum” – wyjaśnia Chris. “Możesz zatracić się w szczegółach twórczej kreacji i miksowania; towarzyszy Ci tylko cisza”. Utwór “Stardust” otwiera album z intensywnym groovem przypominającym “Personal Jesus” w wykonaniu Depeche Mode. Tytułowy utwór objawia się operową medytacją o powstaniu z popiołów. Rytm “staccato” na “Break the Chain” zwiększa naglącą potrzebę szybkich, pełnych refleksji tekstów i wokali Corner’a. “Body Politics” to ukłon w stronę klasycznego electro, połączonego z funk groove, znanym z twórczości Nine Inch Nails. “Chodzi o to, by próbować i zatracić się w muzyce” – wyjaśnia Chris. “Stalker” przenosi słuchacza w egzotyczną, uwodzicielską i tajemniczą przestrzeń, w której miłość przeplata się z obsesją. “Big Man” to komentarz odnoszący się do współczesnej polityki. Utwór budzi niepokojący, ale dźwięczny krajobraz, który można przyrównać do filmów Tima Burtona. “Mile Deep Hollow”, pomimo mrocznych i złowieszczych tonów, jest wyrazem wdzięczności. “The Power and the Glory”, to nawiązanie do Modlitwy Pańskiej.

O współpracy z Cornerem Kat mówi: “Oboje tworzymy, nie dlatego, że chcemy, ale dlatego, że MUSIMY. “To co łączy mnie i Chrisa to podejście do procesu twórczego, który jest zarówno torturujący, jak i wyzwalający”. AINL to połączenie dźwięku, sztuki wizualnej, makijażu i intymności z niezachwianą frajdą, której fani oczekują, a którą nowicjusze na pewno zostaną uwiedzeni.

IAMX to artysta nietuzinkowy. Główną inspiracją brytyjskiego wokalisty są obsesje, poczucie wyobcowania, zawikłane związki międzyludzkie, biseksualizm, nietypowy seks, ateizm, śmierć, a w nieoczywistych aluzjach – polityka. Jak twierdzi, nawiązując do twórczości Federico Felliniego, „IAMX to nie glam”, „IAMX jest cyrkiem”.

Pic by Saryn Christina Photography


Link do wydarzenia // Bilety

 

Artykuł, News

Undertone Files: Czego nie wiesz o Youth Code

Już w kwietniu do Polski zawita po raz pierwszy jeden najlepszych aktualnie zespołów nowej fali industrialu – Youth Code. Zagra w warszawskiej Hydrozagadce 6 kwietnia (po koncercie wpadajcie koniecznie do Pogłosu na The KVB!) i dzień później w Poznaniu w Pod Minogą.

Sara i Ryan to prawdziwe sceniczne bestie, o czym przekonacie się już niedługo. Ale zanim to nastąpi – podrzucamy garść informacji na temat zespołu, które mogą Was zaskoczyć.

Otwierali występy Skinny Puppy

Sara nie miała wcześniej doświadczenia w koncertowaniu (Ryan był wokalistą w zespole Carry On), jednak, jak się szybko okazało, odnaleźli się razem na scenie bez problemu. Po wydaniu albumu w Dais Records zespołem zainteresował się Nivek Ogre i zaprosił ich na wspólną trasę. Namaszczeni przez samego ojca industrialu szybko zostali zaakceptowani przez publikę.

Jednak wcześniej nie było zbyt kolorowo – Sara i Ryan grali razem z Suicide Commando a później z AFI, gdzie ich występy nie zostały dobrze przyjęte. Ryana niespecjalnie to zdziwiło – “Tak naprawdę to nigdzie nie pasujemy. Dzieciaki po koncercie porównywały nas do dubstepowego Crystal Castles. Ale ta trasa wiele nas nauczyła “.

Są ciągle w trasie

Przynajmniej Sara. Już jako nastolatka była nieustannie w trasie – sprzedawała merch dla takich zespołów, jak Suffocation czy High on Fire. Jest też tour managerem – chociażby naszego rodzimego Behemotha. Swoją drogą – to właśnie podczas jednej z tras z Behemothem Sara kupiła pierwszy syntezator i kilka tygodni później wymyśliła nazwę Youth Code.

Mam zespół, nazywa się Youth Code

W wywiadach Sara wielokrotnie przyznaje, że nikt z jej znajomych nie wierzył, że może mieć zespół. Sama historia jego powstania jest dosyć zabawna. W sklepie z winylami, w którym pracowała, zorganizowano event, na którym miały zagrać zespoły pracowników. Występ Youth Code miał być jednorazowym wydarzeniem z tej okazji, ale szybko zmienili zdanie. We wkładce kasety wydanej po ich debiutanckim koncercie można było znaleźć napis “We Were Never Supposed to be a Band”.

Joshua Eustis był ich producentem

Kojarzony z takimi zespołami jak Telefon Tel Aviv, Nine Inch Nails czy The Black Queen – Joshua Eustis jest odpowiedzialny za jedno z lepszych wydawnictw Youth Code – A Place to Stand. EP zebrało pozytywne recenzje na portalach typu Pitchfork (“pierwszorzędny EBM”) i Rolling Stone (“15 genialnych albumów, których nie słyszałeś w 2015 roku“).

Chelsea Wolfe poleca

Romans Youth Code i Chelsea trwa od dawna, co zaowocowało świetnym remiksem i wspólną trasą koncertową. Sara i Chelsa wspólnie wykonywały na koncertach utwór “Vex” Wolfe, a ekipa z magazynu Revolver dołączyła do nich na jakiś czas, dzięki czemu możecie obejrzeć ten świetny mini dokument:

Nadchodzi nowy album

Pomimo ciągłego bycia w trasie, Sara i Ryan znajdują czas na pracę nad nowym albumem. Na razie nie wiemy nic więcej poza tym, że powoli powstaje. Co jakiś czas na Instagramie możemy zobaczyć jak Ryan bawi się dźwiękami, jednak na konkrety musimy poczekać. Może na polskich koncertach uda się usłyszeć nowy materiał?

Youth Code zagra w Polsce dwa razy:

6 kwietnia @ Hydrozagadka, Warszawa (wydarzenie)

7 kwietnia @ Pod Minogą, Poznań (wydarzenie)

Bilety do kupienia na WiniaryBookings